Reklama

Piłka ręczna. Bochnianie pokonali Siódemkę, ale dopiero w karnych

MOSiR Bochnia szczęśliwie, bo dopiero w konkursie rzutów karnych pokonał Siódemkę Mysłowice. Po 60 minutach gry był remis 22-22 (10-11). To druga wygrana MOSiR-u, który w tabeli swojej grupy zajmuje drugie miejsce.

MOSiR Bochnia – Siódemka Mysłowice 22-22 (10-11) k. 5-3
MOSiR: Piotr Sądowicz, Jarosław Gut – Wojciech Dziedzic 6, Marcin Janas 4, Michał Dobrzański 3, Adrian Lubowicki 3, Wojciech Magiera 2, Filip Pach 2, Hubert Pamuła 1, Mateusz Rogóż 1, Michał Jagielski, Michał Puchalski, Iwo Stopczyński.
Siódemka: Dawid Wilk, Dominik Sitkiewicz – Piotr Kowal 5, Tomasz Wicik 5, Mateusz Hajda 4, Jacek Sikora, Filip Gnyp 2, Bartosz Horodyński 1, Jacek Korczyk 1, Krzysztof Witkowicz 1, Bartosz Aronik, Kamil Kowalczyk, Jakub Mauer, Szymon Pawełek, Wojciech Poloczek.
kary: 10′ – 10′
Rzuty karne: 10/8 – 3/2

Cud w Hali Widowiskowo-Sportowej / MOSiR Bochnia – MUKS Siódemka
Mysłowice 22:22 (10:11), karne 5:3
1 października 2018MOSiR BOCHNIAPiłka ręczna

Cud, bo w takich kategoriach należy rozpatrywać inauguracyjne spotkanie pomiędzy miejscowym MOSiR Bochnia a MUKS Siódemką Mysłowice. Problemy
nasze rozpoczęły się już przed samymi zawodami. Powodem była absencja opieki medycznej, która jest wymogiem do rozegrania spotkania ligowego
.Ta sytuacja spowodowała dużo nerwowości w szeregach naszego zespołu jak również gości i tylko wyrozumiałość trenera i drużyny przyjezdnej
pozwoliła nam rozegrać te zawody z 30 minutowym opóźnieniem (nadmieńmy, iż przepis mówi o walkowerze 10:0 z powodu braku opieki medycznej). W
tej niespodziewanej, nagłej sytuacji alarmowej pomogła nam pani Ewa S., która w ciągu 3 minut zjawiła się na hali i to dzięki niej zawody mogły
się odbyć.

Przed inauguracyjnym spotkaniem (była to druga kolejka, ale pierwszy mecz tego sezonu u nas) zabrał głos burmistrz Bochni Stefan Kolawiński,
który przywitał wszystkich obecnych na hali kibiców oraz reprezentacje drużyn i tym samym dał sygnał do rozpoczęcia rozgrywek II ligi piłki
ręcznej mężczyzn w naszym mieście.

Nerwowa sytuacja związana z opóźnieniem przekładała się również na grę. Pierwsza bramka padła dopiero w 6 minucie, zdobywcą jej był nasz
obrotowy Wojciech Dziedzic. W kolejnych minutach nieznaczna przewagę uzyskali mysłowiczanie i w 16 minucie prowadzili 4:5. Bochnianie jednak
nie dawali rywalowi odskoczyć i po dwóch trafieniach Adriana Lubowickiego w 22 minucie prowadzili 9:7. Przewaga ta jednak została
zniwelowana w 28 minucie i po rzucie Tomasza Wicika był remis 10:10. Do przerwy wynik wynosił 10:11 dla gości, a my w ostatnich minutach nie
wykorzystaliśmy rzutu karnego, który był drugim z kolei niewykorzystanym w tej części spotkania.

Podczas drugiej połowy lepiej spisywali się goście i w zasadzie przez całą część spotkania prowadzili różnicą dwóch, trzech lub jednej bramki.
Cud wydarzył się na minutę i 28 sekund przed końcem meczu, kiedy to goście prowadzili 22:20. W tym czasie Marcin Janas zdobył cenną bramkę,
a cały zespół dobrze bronił ostatnią akcję, po której nie straciliśmy bramki i wyprowadziliśmy atak szybki. Na 11 sekund przed końcową syreną
zawodnik Mysłowic Piotr Kowal sfaulował naszego gracza (Adriana Lubowickiego), przez co otrzymał czerwoną kartkę, a sędziowie
podyktowali rzut karny. Wykonawcą tego decydującego karnego został Wojciech Dziedzic (który również, przypomnijmy, rozpoczął to spotkanie
pierwszą bramką) i celnie trafił. – Euforia była ogromna, gdyż przegrany teoretycznie mecz zremisowaliśmy, doprowadzając do serii rzutów karnych
– mówi trener bochnian Marcin Bożek. – W tym elemencie byliśmy bardziej doświadczeni , a nasi bramkarze (Piotr Sądowicz, Jarosław Gut i Michał
Puchalski) sprowokowali rzucających do popełnienia błędów. Tym samym goście nie wykorzystali dwóch rzutów karnych, natomiast my ze
stuprocentową skutecznością zdobyliśmy wszystkie bramki . W piątek chyba czułem „nosem trenerskim”, że może dojść do takiego rozstrzygnięcia i
trenowaliśmy ten element. Okazało się to „strzałem w dziesiątkę”. Należy jednak podkreślić, że graliśmy słabo to spotkanie, ponieważ nie jesteśmy
jeszcze do końca zgrani, a nowi zawodnicy potrzebują trochę czasu na aklimatyzację.