Reklama

Piłka ręczna. Tak blisko, tak daleko

Po bardzo emocjonującym spotkaniu w ramach II ligi piłkarzy ręcznych, MOSiR Bochnia przegrał z AZS UJK Społem Kielce 26-27 (9-12). Bochnianie kapitalnie finiszowali. Dogonili rywala i mieli okazje, aby go wyprzedzić. Dlatego ta porażka może boleć znacznie mocniej niż inne.

MOSiR Bochnia – AZS UJK Społem Kielce 26-27 (9-12)
MOSiR: Piotr Sądowicz, Michał Puchalski – Filip Pach 7, Michał Dobrzański 5, Wojciech Dziedzic 5, Marcin Janas 4, Wojciech Magiera 3, Maciej Grech 1, Adrian Lubowicki 1, Iwo Stopczyński, Miłosz Gabiga, Kamil Liszkiewicz, Michał Jagielski, Hubert Pamuła, Michał Puchalski, Przemysław Mucha.
AZS: Filip Jarząb, Wojciech Czerwiński – Kamil Siedlarz 6, Kamil Stępnik 5, Krzysztof Bernacki 5, Jakub Bulski 3, Filip Hady 3, Daniel Boszczyk 2, Piotr Szafarczyk 2, Mirosław Curyło, Paweł Papaj, Piotr Bysiak, Karol Sornat, Przemysław Grzesik.
Kary: 4′ – 4′

Do niedzielnego meczu oba zespoły przystępowały po kilkutygodniowej przerwie w rozgrywkach. Kibiców w Bochni interesowało czy gospodarze zdołają oprzeć się wyżej notowanemu rywalowi, który niewątpliwie był faworytem spotkania. Spotkanie w wykonaniu bochnian było nierówne. Momentami grali ospale, zbyt dług chyba, momentami prezentowali porywającego wręcz szczypiorniaka. Niestety pozytywów było zbyt mało, aby pokonać nie grającego wielkiego meczu zespołu gości.

Pierwsza połowa zakończyła się trzybramkowym prowadzeniem przyjezdnych, którzy w tym fragmencie gry rzeczywiście prezentowali się nieco lepiej. Końcówka pierwszych 30 minut należała do gospodarzy, którzy zniwelowali przewagę kielczan dając nadzieję na emocjonującą drugą cześć meczu.

Ta nie zawiodła sympatyków piłki ręcznej. Bochnianie zagrali w niej lepiej, ale choć wybijali rywalom ich atut zdecydowanej przewagi fizycznej, grali za wolno w ataku. Co więcej popełniali wiele niewymuszonych błędów technicznych, zdarzały się nieporozumienia w rozegraniu, których konsekwencją były podania piłki w aut. Podopieczni Marcina Bożka wykonali jednak tak wiele pracy, że tego meczu przegrać nie powinni. Niestety wspomniane wcześniej błędy,a także momentami bardzo słaba skuteczność rzutowa w dogodnych sytuacjach trwoniła pot wylany na bocheński parkiet. W tym dziwnym meczu, w którym znając potencjał MOSiR-u i widząc przeciętną grę rywali można było widzieć końcowy sukces, szansę na pokazanie swoich umiejętności dał kolegom kapitalny w tym spotkaniu Piotr Sądowicz. Bramkarz MOSiR-u rozegrał chyba swój najlepszy mecz w bocheńskiej bramce. Gdyby bochnianie wygrali to spotkanie, ojcem sukcesu zostałby właśnie Sądowicz.

Ostatnie dziesięć minut należało do gospodarzy, którzy rzucili się na rywali i niemal wyrwali im komplet punktów. Bochnianie doprowadzili do remisu i po minutach wymiany ciosów mieli okazję aby nawet wyjść w samej końcówce meczu na prowadzenie. Wyprowadzana akcja w przewadze liczebnej zakończyła się jednak najgorzej jak mogła – błędem kroków. Po szybkiej odpowiedzi rywali pozostało już tylko gonienie remisu. I znowu akcja w przewadze zagranie do skrzydła, skąd minimalnie przestrzelił młodziutki Maciej Grech.

MOSiR był bliski punktów w meczu z kielczanami. Sukces był niemal na wyciągnięcie ręki , ale o tym, że nie został osiągnięty nie zadecydowały ostatnie akcje, ale przespane długie minuty pierwszej i drugiej połowy meczu,

Zapraszamy wkróce do obejrzenia wywiadu z trenerem bochnian – Marcinem Bożkiem