Reklama

I PLF: Trener Marcin Waniczek (BSF ABJ Bochnia):- Przez cały rok pracowaliśmy ciężko

O organizacji treningów w czasie przymusowej przerwy, dokończeniu sezonu i postawie drużyny BSF ABJ Bochnia w ostatnich meczach rozmawialiśmy z trenerem Marcinem Waniczkiem.

– W pierwszej kolejności chciałbym zapytać, jak drużyna funkcjonuje w czasie przymusowej przerwy w rozgrywkach? Czy zawodnicy otrzymali jakieś zalecenia dotyczące np. indywidualnego toku treningów?

– Drużyna od pierwszych dni przeszła na treningi indywidualne, zaplanowałem najpierw po trzy jednostki treningowe w dniach od 16. do 30. marca, a następnie cztery jednostki treningowe do 14.04. Oczywiście nie mam możliwości kontrolować zawodników, ale nie będę ukrywał że zawsze podchodziłem do pracy indywidualne w taki sposób, że jest to trening oparty na zaufaniu. Jeśli zawodnikowi się nie chce, to i tak będzie oszukiwał, natomiast nie mam powodów do tego, aby nie darzyć mojej drużyny zaufaniem. Przez cały rok pracowaliśmy ciężko i nigdy nikt nie mógł nam nic zarzucić, jeżeli chodzi o przygotowanie motoryczne.

– Na razie rozgrywki zostały jedynie zawieszone. Wierzy Pan, że sezon uda się dokończyć?

– W tej kwestii moje poglądy mogą być kontrowersyjne, ale uważam, że powinniśmy zrobić wszystko, żeby ten sezon dokończyć. W naszym przypadku pozostało pięć kolejek. Jeżeli nie rozegramy tych rozgrywek do końca, to będziemy mieli rozwalone rozgrywki i te i kolejne. Kto podejmie decyzje żeby wyrzucić z ligi np. drużynę z Siemianowic, albo na poziomie Ekstraklasy Red Dragons. Jeśli z kolei nikt nie spadnie, a dołączą zespoły z niższych lig, to będzie po 15-16 zespołów w rozgrywkach. Moim zdaniem to za dużo. Kiedy uda się dokończyć obecny sezon to rzecz mniej istotna. Z rozgrywkami futsalowymi w różnych rolach – zawodnika, trenera kibica, mam do czynienia od 2000 r. i wiem, że najważniejszy dla przyszłości będzie proces licencyjny i jak mądrze będzie on przeprowadzony, bo kluczowe, jak zawsze, będą pieniądze. Jeśli ktoś wpadnie na pomysł bycia pobłażliwym dla drużyn, które na górce ekonomicznej miały kłopoty finansowe, to pierwszą rundę na każdym poziomie rozgrywkowym dokończy po sześć drużyn. Pandemia dotknie wszystkich ekonomicznie. Na mój nos będziemy się prosić żeby ktoś wystąpił na poziomie I Ligi i Ekstraklasy. Sezon zakończyły tylko te ligi które działając jak ligi zawodowe bardziej zapraszają do gry niż awansują czy spadają.

– W rundzie rewanżowej drużyna zdążyła rozegrać sześć spotkań. Zremisowaliście z Gredarem i Maxfarbexem, wygraliście z Profi Sport Wrocław, Siemianowicami i AZS-em UMCS Lublin, przegraliście z Heiro, co dało łącznie 11 zdobytych punktów. Jest Pan zadowolony z wyników i z postawy drużyny?

– Bardzo trudne pytanie. Żałuje tylko jednego meczu – z Heiro Rzeszów. Po pierwszej rundzie po raz drugi musieliśmy przemeblować zespół. Muszę przypomnieć że w wakacje konstruowaliśmy zespół po awansie na nowo, bo tylko kilku zawodników zdecydowało się kontynuować przygodę z futsalem, więc wykonaliśmy tytaniczną pracę aby ten zespół mógł rywalizować na poziomie I Ligi. Jak zespół zaczął już funkcjonować sprawnie, to odchodzili od nas kolejni zwodnicy, a my znowu musieliśmy kompletować skład. Biorąc te zawirowania pod uwagę uważam, że musimy być zadowoleni, bo drużyna dalej miała swój styl i pomysł na grę, a tego chcę ja, zawodnicy i Zarząd. Zespół ma swoje DNA, choć musimy pamiętać że ci młodzi ludzie mogli poczuć drżenie nóg, przecież grali o pierwsze miejsce.

– Wspomniał Pan o ciągłych zmianach w kadrze. Ostatnio drużynę wzmocnił Łukasz Noga. Jakimi cechami wyróżnia się ten zawodnik, co może dać drużynie?

– Na wstępie muszę powiedzieć, że gdyby nie odległość od domu, BSF byłby dla mnie idealnym miejscem do pracy. Mimo, że mam dopiero 40 lat, jestem już doświadczonym szkoleniowcem, a nie widziałem nigdzie tylu ciekawych, dobrych i zdyscyplinowanych zawodników. Już nie wspomnę o właściwej mentalności i nie mówię tu tylko o takich oczywistych zawodnikach jak Mateusz [Matlęga], czy Piotr [Matras], ale o takich zawodnikach jak Konrad Łękawa, właśnie Łukasz Noga, czy czekający na swoja kolej Mikołaj Pyś. Dodatkowo staram się po każdej kolejce oglądać skróty po lokalnej lidze futsalowej dostępne w serwisie YouTube, i chciałbym zaprosić na trening zawodnika Adrian Piszczka – lewonożnego pivota. Oczywiście zanotowałem sobie kilka nazwisk zawodników, ale to jest proces na który potrzebuje czasu. Liczę również na grę w BSF -ie wychowanków, których prowadziłem na Młodzieżowych Mistrzostwach Polski. Pozyskanie takich zawodników jak Tomek Palonek, Mateusz Prokop czy w końcu, ale nie na końcu Jakub Burkowicz byłoby dla nas ogromnym wzmocnieniem. Nie zapominamy również o wychowankach, których obserwowałem na archiwalnych meczach eliminacyjnych.

– Wszystko wskazuje na to, że do Brazylii przynajmniej na jakiś czas będzie musiał wrócić Matheus. To duży problem dla zespołu?

Chyba o tym już mówiłem, ale staram się tak prowadzić drużyny, aby odejście jednego zawodnika nie zakłócało pracy całej drużyny. Szkoda, bo wydaje mi się że ten eksperyment się udał. Matheus z dnia na dzień wyglądał coraz lepiej i wniósł do naszej drużyny pierwiastek szaleństwa i uśmiechu. Tak na koniec muszę przyznać że nie wiem czy jakaś drużyna na poziomie I Ligi poradziła by sobie po stratach takich zawodników jak Vasyl Kefa, Piotr Matras (kontuzja po MMP) czy Matheus. A my sobie poradzimy, wierzę to.

– Jeśli rozgrywki zostaną dokończone według planu to BSF wywalczy awans?

Myślę że forma drużyn po powrocie do gry będzie wielką niewiadomą. Kto wie jak będą wyglądać drużyny po około dwóch miesiącach pracy indywidualnej? Nie unikam odpowiedzi, tylko naprawdę nie wiem co przyniesie nam ta pandemia.