Reklama

Piłka ręczna. MOSiR bliski sprawienia niespodzianki

W swoim piątym ligowym pojedynku, piłkarze ręczni MOSiR Bochnia zanotowali piątą porażkę. W sobotni wieczór ulegli minimalnie 3-32 (15-14) liderowi drugoligowych rozgrywek – ASPR Zawadzkie, choć do tej porażki wcale nie musiało dojść.

MOSiR Bochnia – ASPR Zawadzkie 30-32 (15-14)
MOSiR: Patryk Rolewicz, Michał Puchalski – Iwo Stopczyński 10, Michał Dobrzański 6, Maciej Grech 4, Bartosz Batko 3, Hubert Pamuła 3, Marcel Makuch 2, Marcin Jakubowski 1, Szymon Kukułka 1, Konrad Trojan, Piotr Kalinka.
Zawadzkie: Xawier Dojma – Paweł Zagórowicz 9, Adam Wacławczyk 6, Adrian Przybysz 5, Michał Krygowski 4, Michał Koprek 4, Mateusz Damas 3, Łukasz Smyk 1, Piotr Damas.
Kary: 6′ – 8′ (dyskwalifikacja dla zawodnika Mateusz Czaja w 52′).

W przeciwieństwie do meczu bochnian ze współliderującym z ASPR zespołem AZS AGH Kraków, drużyna Ryszarda Tabora szybko uzyskała przewagę z wyżej notowanym rywalem odskakując mu nawet na 6 trafień. Pachniało dużą niespodzianką. Ale też nic dziwnego, bo gospodarze postawili twarde warunki gry rywalowi. Byli bardzo ruchliwi, pomysłowi w rozgrywaniu akcji, a przy tym skuteczni. Mimo, że rywal odgryzał się, w bramce MOSiR-u dobrze spisywał się Patryk Rolewicz, który popisał się kilkoma bardzo udanymi interwencjami.

Najwyższe prowadzenie MOSiR osiągnął w 17 minucie, kiedy prowadził 10-4. Kolejne przyniosły systematycznie niwelowanie strat ze strony gości. Tuż przed przerwą MOSiR złapał jednak drugi oddech i ponownie odskoczył rywalom, tym razem na trzy bramki i co ważne miał w perspektywie powiększenie przewagi gdyż przez dwie ostatnie minuty miał na parkiecie zawodnika więcej. Niestety w być może kluczowym momencie meczu zabrakło gospodarzom doświadczenia, cierpliwości, spokoju, umiejętności wykorzystania przewagi, wyrachowania. W efekcie gospodarze rzucali z nie przygotowanych pozycji, tracili w niewymuszony sposób piłkę, co skończyło się odrobieniem strat przez przyjezdnych. Do przerwy MOSiR prowadził 15-14.

Po zmianie stron przez ponad 15 minut trwała zacięta walka o wyjście na prowadzenie. Raz udawało się to gospodarzom, raz ekipie z Zawadzkiego. kolejne bramki dla bochnian rzucał Iwo Stopczyński, na co zawzięcie odpowiadał Paweł Zagórowicz. W 48 minucie na prowadzenie wyszli goście. Ich przewaga zaczęła rosnąć, tym bardziej, że w zespole gospodarzy dostrzec można było narastające zmęczenie, a brak doświadczonych liderów uniemożliwił przetrwanie kryzysu bez konsekwencji bramkowych. Rywale tymczasem odskoczyli na 4 bramki odliczając powoli czas upływający do końca meczu. Ostatnie akordy spotkania należały do MOSiR-u. Niestety wystarczyło to jedynie na zmniejszenie strat. MOSiR Bochnia – ASPR Zawadzkie 30-32.