Reklama

Piłka ręczna. Porażka MOSiR na inaugurację. Tej drużynie warto kibicować

Nie udała się bocheńskiej młodzieży inauguracja sezonu 2020/2021 w II lidze piłkarzy ręcznych. MOSiR przegrał bowiem 23-32 będąc zespołem, w perspektywie całego meczu, słabszym.

MOSiR Bochnia – SPR Grunwald Ruda Śląska 23 – 32 (13-13)
MOSiR: Max Ślęzak, Michał Puchalski – Iwo Stopczyński 8, Maciej Grech 6, Michał Dobrzański 6, Marcel Makuch 2, Bartosz Szpisak 1, Bartosz Batko, Kacper Nytko, Szymon Kukułka, Kacper Cąber, Hubert Pamuła, Konrad Trojan, Piotr Kalinka, Marcin Jakubowski, Marcin Szkolnik.
Grunwald: Łukasz Błaś, Jakub Sekuła – Michał Niedźwiecki 9, Tymoteusz Milewski 7, Robert Kurzawa 5, Jan Pilarz 4, Patryk Talaga 2, Krzysztof Kurełek 2, Filip Frycz 1, Mateusz Hajda 1, Jarosław Hadam 1, Marek Trembaczowski.
Kary: 6′ – 6′

Bochnianie do pierwszego meczu ligowego przystąpili bez kilku swoich dotychczasowych liderów, którzy przez lata stanowili o sile MOSiR-u, byli jego twarzami. Jeszcze nie tak dawno ciężko było sobie przecież wyobrazić MOSiR bez Filipa Pacha, Tomasza Węgrzyna, Marcina Janasa, Jarosława Guta a także Wojciecha Dziedzica. Z doświadczonych graczy pozostał jedynie Hubert Pamuła. Kolejni z dłuższym stażem w zespole Ryszarda Tabora, to Michał Dobrzański i Iwo Stopczyński, którzy przecież mają dopiero 21 lat. Taki zespół rzucił wyzwanie Grunwaldowi i taki też przysporzył kibicom wielu emocji w sobotni wieczór.

Pierwsza część spotkania dawała nadzieje na końcowy sukces podopiecznych Ryszarda Tabora. Zwłaszcza pierwsze dziesięć minut, kiedy to goście gonili co rusz wychodzących na prowadzenie gospodarzy. W środkowym fragmencie pierwszej części gry na chwilę mocniej do głosu doszli przyjezdni, którzy uzyskali dwubramkowe prowadzenie szybko jednak zniwelowane przez miejscowych. Ostatnie minuty pierwszej połowy były bardzo zacięte. Żadnej ze stron nie udało się odskoczyć na przewagę większą niż jedna bramka. W efekcie po 30 minutach tablica wyników wskazywała na remis, choć optycznie lepiej prezentowali się młodzi zawodnicy MOSiR.

Dlatego też bochnianie mogą śmiało mówić o niedosycie w kontekście pierwszej części gry. Nie tylko mam tutaj na myśli fakt, że gospodarze powinni zakończyć tę cześć gry kilkubramkowym prowadzeniem, ale również prezentowali urozmaicone szybkie rozegranie, które okazywało się skuteczne na silnych, wysokich, ale przez to i mniej zwrotnych rywali. Szybkie wymiany podań przed linią obrony Ślązaków dawały okazje do skutecznych, bo też i przygotowanych rzutów. Mogły martwić pojedyncze straty oraz nade wszystko niewykorzystane dwa rzuty karne.

W drugiej części meczu zacięty pojedynek trwał do 40 minuty, kiedy to bochnianie po raz ostatni remisowali z rywalami 19-19. Od tego momentu coraz bardziej było widoczne w ich poczynaniach zmęczenie, które niosło za sobą szereg negatywnych skutków dla rywalizacji z silniejszym fizycznie przecież rywalem. Słabła płynność rozegrania akcji. Coraz więcej było niedokładności, które otwierały przeciwnikom okazje do skutecznych kontrataków. Niższa ruchliwość powodowała, że zawodnicy Grunwaldu z łatwością blokowali liderów MOSiR-u. Mający na swoim koncie w 40 minucie 7 bramek Iwo Stopczyński, w ostatnich 20 minutach rzucił do siatki tylko jeden raz. Dwukrotnie do protokołu wpisał się celnymi rzutami Michał Dobrzański (wcześniej 4 bramki). Oprócz nich bramkarza gości pokonał w ostatnich 20 minutach Bartosz Szpisak. Brak sił widoczny był także w obronie, która nie była już tak agresywna jak w pierwszej części meczu.

Porażka aż dziewięcioma bramkami z pewnością była dotkliwa dla zawodników, klubu oraz kibiców szczypiorniaka w Bochni. Niemniej jednak entuzjazm i ambicja zawodników MOSiR-u, chęć rzucenia wyzwania silniejszemu i bardziej doświadczonemu rywalowi daje nadzieję, że młodzież trenera Tabora jeszcze nie raz przysporzy wiele radości bocheńskiej publiczności. Tej jakże młodej drużynie po prostu nie wypada nie kibicować.