I PLF: Świetna runda to za mało – podsumowanie występów BSF-u w drugiej połowie sezonu 2020/21

178 0

Od zakończenia kampanii 2020/21 minęło już kilka tygodni. Można więc już na pewne sprawy spojrzeć z perspektywy, bo emocje powoli opadają. Za drużyną Bocheńskiego Stowarzyszenia Futsalu niezwykle intensywny czas, ale choć sezon zakończyli serią jedenastu wygranych, to w przyszłym znów będą występować na poziomie I ligi. Jaki to był czas dla zespołu, co udało się poprawić, jakie są perspektywy na przyszłość?

Po rundzie jesiennej nastroje w zespole były naprawdę kiepskie. Celem przed rozpoczęciem zmagań miała być walka o czołowe pozycje, bochnianie byli także wymieniani wśród faworytów przez przedstawicieli innych klubów, a tymczasem w pewnym momencie byli bliżej strefy spadkowej, niż zajęcia pierwszej pozycji. Kadra znów była niestabilna i dochodziło w niej do ciągłych roszad. Niespodziewanie w trakcie rundy zrezygnował Mateusz Matlęga, po kilku miesiącach zniknął także Dawid Porębski. Zwłaszcza strata tego pierwszego była dużym ciosem, z czym nie krył się trener Marcin Waniczek: – „Na początku wydawało mi się, że jego odejście nie będzie aż tak dużym problemem, ale potem, kiedy zobaczyłem reakcję zawodników, to przekonałem się, jak bardzo drużyna go potrzebuje” – stwierdził już po zakończeniu sezonu. Dopiero ostatnie, dobre występy w poprzednim roku dodały graczom nieco otuchy, ale wydawało się, że w drugiej rundzie będzie można już jedynie rozwijać poszczególnych zawodników z myślą o kolejnych latach.

Kluczowym posunięciem okazało się przekonanie do gry Tomasza Palonka i Mateusza Prokopa. Obaj gracze łączyli występy w BSF-ie z grą w III-ligowej Wisłoce Dębica, ale niemal natychmiast stali się centralnymi postaciami ekipy. Bochnianie mieli także trochę szczęścia w nieszczęściu, jakim jest trwająca pandemia COVID-19. Wobec zawieszenia rozgrywek ligi słowackiej możliwe stało się pozyskanie graczy z tamtego rynku. Tu działacze wykazali się skutecznością i zdołali namówić na grę Filipa Rafanidesa, który także okazał się jednym z najlepszych graczy drużyny. Wypożyczony z Clearexu został także doświadczony Tomasz Golly, jednak spadek formy tego gracza spowodował, że przynajmniej na razie nie zagościł w BSF-ie na dłużej.

Gra zespołu w początkowej fazie rundy rewanżowej poprawiła się zwłaszcza pod względem bronienia dostępu do własnej bramki. To przyniosło sukcesy w spotkaniach ze Stalą, Heiro, czy Górnikiem Polkowice. Bochnianie w tamtym okresie grali naprawdę dobrze i tracili poniżej dwóch bramek na spotkanie. Palonek prezentował świetną skuteczność, regularnie bramki zdobywał także Rafanides. Na miarę dużych oczekiwań zaczął także grać Arkadiusz Budzyn. Można pokusić się o stwierdzenie, że był to najlepiej grający BSF od sezonu 2013/14, gdy w walczącej o awans do Futsal Ekstraklasy drużynie występowali przez krótki czas tacy gracze jak Sebastian Leszczak, Robert Dąbrowski, Jakub Podgórski, Miłosz Kocot i wielu innych.

W spotkaniu z GKS-em Nowiny obrona nie wyglądała już tak dobrze, ale za to bochnianie mieli lepiej nastawione celowniki i wygrali 7-3. Awans wciąż był w zasięgu, choć oczywiście BSF musiał nadal liczyć na potknięcie rywali. Jak na złość obniżka formy przydarzyła się niemal wszystkim ekipom oprócz Sośnicy, która wygrywała swoje spotkania i dzięki minimalnie lepszemu bilansowi bramek w bezpośrednich spotkaniach utrzymywała przewagę. Ostatnie mecze sezonu już nie były tak dobre, choć na uznanie zasługuje postawa zawodników w starciu z AZS-em UMCS Lublin, w którym z nawiązką odrobili trzybramkową stratę. BSF nieco wcześniej miał sporo szczęścia, że w czternastoosobowym składzie Unii Tarnów znalazł się jeden gracz o statusie młodzieżowca, choć powinno było dwóch.

Finalnie nie zmieniło to jednak losów walki o awans, bo choć BSF pokonał jeszcze AZS UMCS, Kamionkę i Gwiazdę, to zakończył rywalizację za plecami Sośnicy. Zdziwienie może budzić reakcja środowiska na przyznanie walkowera na korzyść bochnian za spotkanie z „Jaskółkami”. Kilka osób stwierdziło, że o punkty powinno walczyć się na boisku. Nawet jeśli wspomniane wypowiedzi należy ocenić jako absurdalne, ponieważ Unia nie zastosowała się do regulaminu rozgrywek, to jednak ten oraz inne incydenty pokazują, że BSF nie cieszy się specjalną sympatią. Na przyszłość to może okazać się kłopotem klubu i władze muszą teraz zastanowić się, z czego taka niechęć wynika, czy są jej winne i czy warto zrobić coś, żeby ocieplić wizerunek.

Na poprawę wyników zespołu na pewno wpłynęło wiele czynników. Zacząć należy chyba od tego, że wreszcie na przestrzeni całej rundy trener Waniczek dysponował szeroką, dość stabilną kadrą. Dzięki temu gracze lepiej się zgrali, nie byli też nadmiernie eksploatowani w trakcie spotkań, zachowywali więcej sił na decydujące momenty. Pojawili się gracze o zróżnicowanej charakterystyce, których umiejętności można było wykorzystać w zależności od aktualnych potrzeb zespołu. Jak już wyżej zostało wspomniane, wyraźniej poprawie uległa gra w obronie. W pierwszej rudzie BSF stracił 44 bramki, co dało średnią dokładnie 4 gole na mecz, co było piątym wynikiem w lidze. W drugiej części sezonu dał sobie strzelić ich już tylko 23, a więc niemal o połowę mniej, co było najlepszym wynikiem w lidze, biorąc pod uwagę ten okres.

Jak to zwykle bywa, w drużynie dojdzie znów do sporych zmian. Odeszli już Daniel Bukowiec, Lucas da Silva Borges, Marcelo Favretto. Zarząd wie, wokół których zawodników chce budować, jednak nie wiadomo jeszcze, czy oni sami wiążą przyszłość z BSF-em oraz czy uda się ich zatrzymać. Na pewno ostatnia rudna poprawiła morale graczy i pokazała, że można pokonać wszystkich ligowych rywali. Pytanie, czy teraz zespół postawi teraz jeszcze kolejny krok naprzód, czy jednak znów wróci do punktu wyjścia. Ambicje są spore, czego nie ukrywa prezes Rafał Czaja. – „Trzeci rok gry na tym poziomie to już moment, w którym drużyna powinna okrzepnąć. Nauczyliśmy się gry w I Lidze” – stwierdził.

W kolejnym sezonie nie bez znaczenia będzie jednak także to, z kim zmierzą się bochnianie. Ich rywalem po spadku będzie AZS UŚ, na ten moment w strefie spadkowej znajduje się Gredar, swój pierwszy mecz barażowy z AZS-em UG przegrała Sośnica (2-5). Może okazać się, że poziom rywalizacji jeszcze znacząco się podniesie. Prezes Czaja nie zamierza jednak oglądać się na innych. – „Nie ma dla nas znaczenia, kto dołączy do rywalizacji. W przyszłym sezonie celem będzie awans do Futsal Ekstraklasy” – deklaruje odważnie. Mimo wszystko będzie jednak musiał brać pod uwagę to, że drużynie może przyjść rywalizować z naprawdę mocnymi ekipami. Już offseason dla kibiców bocheńskiej drużyny zapowiada się więc naprawdę emocjonująco, bo już wkrótce można spodziewać się pierwszych ciekawych ruchów.

Autor: Mateusz Filipek

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *