BSF ABJ Powiat Bochnia uległ po zaciętym meczu FC Reiterowi Toruń 4-5. Z perspektywy bochnian to kolejna niewykorzystana szans na podreperowanie swojego skromnego dorobku i zbliżenie się do bezpiecznej pozycji. Dlaczego znów spotkanie zakończyło się niepomyślnie dla podopiecznych Romana Vakhuli?
BSF ABJ Powiat Bochnia 4-5 (1-2) FC Reiter Toruń
Sebastian Leszczak 18′ (k.), 22′, Stefano Galešić 27′, Mikhael Almeida 40′ – Remigiusz Spychalski 4′, 23′, 29′, Maciej Jankowski 13′, Jakub Sławkowski 38′
1. Splątane nogi.
Bochnianie rozpoczęli mecz z animuszem, mogli objąć prowadzenie choćby po strzale Minora Cabalcety, ale co z tego, skoro stracili otwierającą bramkę po prostym błędzie przy wyprowadzaniu piłki? Tym razem padło na Mikaela Almeidę. Brazylijczyk ogólnie w pierwszych minutach wyglądał na zupełnie przytłoczonego presją, bo popełnił jeszcze inne łatwe pomyłki. Kostarykanin także może dziś pluć sobie w brodę, bo nie wykorzystał kilku świetnych okazji. Mógł wyrównać na 1-1, tymczasem skiksował, nie był też w stanie powstrzymać kontrataku, a po chwili z ostrego kąta zaskoczyć dał się Rafał Aksamit i było 0-2. Ciężko jest też wygrać mecz z przeciwnikiem o podobnej klasie, gdy się popełnia aż tak wyraźne gafy w kluczowych momentach.
2. Stare problemy.
Jak się później okazało, gracze zespołu z „Solnego Miasta” znów nie byli w stanie wygrać starcia, w którym jako pierwsi stracili bramkę. W tym sezonie ligowym ta sztuka jeszcze im się nie udała. W każdym momencie widać było, jak waga spotkania ciąży gospodarzom. Znów brakowało przebojowości i spokoju w wykończeniu. Musieli liczyć na stałe fragmenty oraz próby z dystansu. Pierwszą bramkę zdobyli z przedłużonego rzutu karnego, przy drugiej indywidualnie błysnął Sebastian Leszczak, trzecia to efekt rozegrania wolnego i udanej dobitki, czwarty padł podczas gry w przewadze. To jednak za mało, bo do regularnego zdobywania bramek potrzebna jest płynna, zespołowa gra, której efektem jest oddawanie strzałów z dogodnych pozycji, najlepiej blisko bramki. BSF takich okazji kreuje niewiele, a jeśli już się to uda, to brakuje skuteczności.
3. Tęsknota za Kollárem.
Słowacki bramkarz pamiętany jest z bardzo dobrych występów w drugiej rundzie sezonu 2023/24, która przyniosła bochnianom pierwszy awans do play-offów. Tym razem zanotował solidny mecz i wydatnie pomógł swojej drużynie. Pokazał, że na tej pozycji nie ma w lidze wielu lepszych od niego. BSF w tym sezonie nie ma w swoich szeregach „goalkeepera” o podobnej jakości. Rafał Aksamit ogólnie jest solidny, ale na razie dopiero zdobywa doświadczenie na poziomie FOGO Futsal Ekstraklasy i dziś niestety popełnił błędy przy drugim i czwartym trafieniu dla rywali, choć zrehabilitował się częściowo świetną interwencją w ostatniej minucie pierwszej połowy. Zawieszony dziś Marek Karpiak gra zdecydowanie poniżej oczekiwań. W tak trudnych momentach potrzebne są spektakularne występy bramkarza, ale one się nie wydarzyły.
4. Zasłużenie.
Niby bochnianie toczyli wyrównany pojedynek, na początku drugiej połowy doprowadzili do wyrównania, potem jeszcze przez chwilę było 3-3, ale trudno było pozbyć się wrażenia, że cały czas byli o pół kroku za rywalami. Torunianie nie popełnili aż tak łatwych błędów, co wystarczyło do sięgnięcia po pełną pulę. Pod wieloma względami to spotkanie było podobne do niedawnego meczu we Wrocławiu, gdy Śląsk również zwyciężył głównie dzięki mniejszej liczbie kardynalnych pomyłek. Sytuacja BSF-u jest niebywale trudna i na ten moment jego szanse na utrzymanie trzeba ocenić jako niewielkie, ale walka wciąż trwa.
MF













































