BSF ABJ Powiat Bochnia niemal celująco wykonał swoje zadanie na dziś, bo pokonał Futsal Świecie w spotkaniu 26. kolejki. Do pełni szczęścia zabrakło zdobycia jednej bramki więcej lub uniknięcia straty, wtedy BSF miałby też równy bilans bezpośrednich spotkań z tym rywalem oraz znacznie lepszy ogólny bilans bramkowy. Najważniejsze jednak, że udało się powiększyć dorobek punktowy. Co było kluczowe w grze bochnian?
BSF ABJ Powiat Bochnia 5-3 (2-2) Futsal Świecie
Mikhael Almeida 5′, Sebastian Leszczak 15′, 26′, 32′ (k.), Minor Cabalceta 33′ – Luiz Przybyszewski 7′, Krzysztof Elsner 18′, Piotr Kaczkowski 40′
1. Solidność.
W wielu spotkaniach BSF tracił szansę na korzystny wynik przez absurdalne błędy. Teraz też stracił gola na 1-1 w kuriozalnych okolicznościach, gdy najpierw przebitkę przegrał Sebastian Leszczak, później to samo zdarzyło się Markowi Karpiakowi, a futsalówka wtoczyła się do bramki, ale na tym pomyłki w zasadzie się skończyły. Obaj zamieszani w stratę tego gola gracze z nawiązką zrehabilitowali się bardzo dobrą grą, reszta drużyny zagrała też odpowiedzialnie. BSF dawno nie był tak dobrze poukładany, nie musiał bronić się rozpaczliwie, stworzył sobie kilka dobrych okazji. Jego gra nie męczyła, co w tym sezonie niestety jest rzadkością.
2. Kapitan w formie.
To naprawdę trudny sezon dla Sebastiana Leszczaka. Wprawdzie jego statystyki nadal są godne uznania, bo zdobył w lidze 19 bramek, ale miał też wiele nieudanych występów, dodatkowo na nim też skupiła się część rozgoryczenia po nieudanych występach reprezentacji Polski. Tym razem zaprezentował się świetnie i przypomniał, dlaczego od lat uznawany jest za jednego z najlepszych w ofensywie graczy w lidze. Przy trafieniu na 2-1 wygrał pojedynek z Tavo i oddał bardzo mocny strzał, gol na 3-2 również poprzedził udany drybling. Następnie wytrzymał presję i wykorzystał rzut karny. Bohater spotkania.
3. Przebudzenie Karpiaka.
Nie pamiętam tak dobrego występu słowackiego bramkarza w barwach BSF-u. Ostatnio często pauzował z uwagi na czerwone kartki, nie było też pewne, czy zachowa miejsce w składzie wobec solidnej postawy Rafała Aksamita, ale dziś wskoczył na właściwe obroty. Trwało to bardzo długo, ale wreszcie to BSF miał po swojej stronie lepiej dysponowanego „goalkeepera”, co na pewno miało wpływ na przebieg tego starcia. Karpiak bronił pewnie, zanotował kilka ryzykownych wyjść na przedpole, ale nie popełnił błędu przy żadnym z nich. Jego postawa dodała ekipie pewności siebie i spokoju.
4. Sukces ma wielu ojców.
Po ostatnich meczach nie szczędziłem krytyki zespołowi, więc cieszę się, że teraz mam okazję go pochwalić. Trener Roman Vakhula dobrze przygotował zawodników. W pierwszej połowie gospodarze za łatwo dwukrotnie wypuścili prowadzenie, ale po przerwie już lepiej kontrolowali przebieg wydarzeń. Dobrze zaprezentował się Mikhael Almeida, który najpierw otworzył wynik, później wywalczył rzut karny. Swój moment chwały miał też Minor Cabalceta, gdy zaskoczył przeciwników i zdobył gola na 5-2.
5. Mogło być jeszcze lepiej.
Szkoda, że ekipie zabrakło koncentracji w ostatnich sekundach, bo straty trzeciej bramki zdecydowanie można było uniknąć. W sytuacji BSF-u każda bramka jest cenna, a w ten sposób mają gorszy bilans z każdym rywalem w walce o utrzymanie oprócz Widzewa, z którym mają równy. Do zapewnienia sobie bytu w Futsal Ekstraklasie nadal bardzo daleka droga, ale po tej serii znów cel nieco się przybliżył.
MF, foto: MK
































































