Po efektownej drugiej połowie w Brzesku, która pozwoliła drużynie trenera Roberta Dziubaka zdobyć komplet punktów w derbach regionu, przyszła niemiła ale jak najbardziej zasłużona porażka z Glinikiem Gorlice. Jedynego gola w tym spotkaniu strzelił Makar Michnenko w 30′.
BKS Bochnia – Glinik Gorlice 0-1 (0-1)
Bramka: Makar Michnenko 30′
BKS: Bartłomiej Fojt – Kacper Klimek, Mateusz Sławecki, Szymon Różyński, Piotr Gruszecki – Oleksandr Andruszko (60′ Maksymilian Klimek), Mariusz Łyduch (79′ Szymon Gołąb), Marcin Kołton, Mateusz Popiela (65′ Michał Tomala), Roman Hutyria – Hubert Skocz (72′ Damian Grudnik).
Glinik: Mateusz Krawczyk – Krzysztof Dąbrowski, Aleksander Gazda, Martin Gaci, Piotr Gogola (77′ Szymon Stasik), Dawid Kuliga, Makar Michnenko, Munyaradzi Mwakanya, Kacper Olejnik, Michał Supeł (84′ Kacper Zięba), Mateusz Szafran (75′ Tomasz Rząca).
Przed meczem zastanawiano się jaką drużynę BKS obejrzymy w starciu z wyżej notowanym rywalem (przed meczem Glinik miał 5 pkt więcej od BKS). Czy będzie to Bocheński z pierwszej czy drugiej połowy starcia z Okocimskim. Niestety z perspektywy meczu bliżej ekipie z Solnego Grodu było do tej pierwszej wersji samych siebie. Tak naprawdę gospodarze nie zaproponowali swoim rywalom wiele. Oddali pole gry stosując zazwyczaj średni pressing licząc na szybkie ukraińskie skrzydła. Jednak ani Roman Hutyria, ani Oleksandr Andruszko nie mieli okazji aby rozwinąć swoich skrzydeł. Rzadko widzieliśmy gospodarzy w ataku pozycyjnym, a próby bezpośrednich zagrań na wolne pole kończyły się zazwyczaj już na pierwszym obrońcy gości. Glinik był dobrze zorganizowany. Wygrywał większość pierwszych i drugich piłek po dłuższym wznowieniu. Oczywiście -goście również liczyli na swojego szybkościowca. Munyaradzi Mwakanya dał się we znaki bocheńskiej defensywie, ale trzeba powiedzieć, że w większości przypadków tak Mateusz Sławecki jak i jego młodszy kolega z formacji Szymon Różyński dobrze radzili sobie z filigranowym, ale wszędobylskim rywalem. Bochnianie próbowali zaskoczyć przeciwników stałymi fragmentami gry, ale te były znane dla przyjezdnych. Wiedzieli skąd grozi Glinikowi największe niebezpieczeństwo, dlatego specjalną opieką otoczono Huberta Skocza. O ile BKS był bezproduktywny przy stałych fragmentach, o tyle goście zrobili z niego pożytek w 30′. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i zamieszaniu w polu bramkowym, najwięcej zimnej krwi zachował Makar Michnenko z bliska pakując piłkę do siatki.
Mecz z Glinikiem choć przegrany, szybko może zostać zapomniany przez kibiców. Bochnianie wkraczają w czterotygodniowy maraton meczów, w którym grać będą co trzy dni, aż do początku czerwca. W najbliższy weekend podopieczni trener Dziubaka zagrają w delegacji z rezerwami Puszczy Niepołomice.












































