Trwają wciąż walka o mistrzostwo Polski w sezonie 2025/26. W finale fazy play-off jest już Piast Gliwice, dziś wieczorem rozstrzygnie się rywalizacja Rekordu Bielsko-Biała z Eurobusem Przemyśl. Dawno zmagania zakończył za to już BSF ABJ Powiat Bochnia. Jaki to był sezon dla bochnian oraz co ostatnie wyniki mówią o ich pozycji w lidze?
Tabela sezonu zasadniczego
1. Eurobus Przemyśl 30 78 167-47
2. Piast Gliwice 30 74 158-44
3. Constract Lubawa 30 67 142-57
4. Futsal Leszno 30 62 128-77
5. Rekord Bielsko-Biała 30 54 102-59
6. Legia Warszawa 30 45 113-119
7. We-Met Futsal Club Kamienica Królewska 30 43 102-84
8. AZS UŚ Katowice 30 40 87-144
9. FC Toruń 30 39 90-119
10. Red Dragons Pniewy 30 36 99-111
11. Futsal Świecie 30 31 93-131
12. BSF Bochnia 30 31 99-108
13. Śląsk Wrocław 30 30 77-109
14. Dreman Opole Komprachcice 30 24 73-135
15. Widzew Łódź 30 22 84-144
16. Ruch Chorzów Futsal 30 25 57-183
Przed rozpoczęciem zmierzającej właśnie do końca kampanii sytuacja w drużynie zdawała się być stabilna jak nigdy. Poprzednią zakończyła ona na epickiej, trzymeczowej rywalizacji z GI Malepszy Leszno w I rundzie, zagrała w półfinale Pucharu Polski, co było historycznymi sukcesami. Latem odeszli tylko bramkarz Viktor Sääf, Tuukka Pikkarainen oraz Viktor Mossberg, jednak postarano się o zastępstwa, które w teorii wydawały się niemal równie jakościowe. Słowak Marek Karpiak mógł pochwalić się doświadczeniem reprezentacyjnym, młodzi Fran Moreno oraz Stefano Galešić mieli wnieść nową energię. Udało się zatrzymać wszystkich pozostałych kluczowych graczy, przede wszystkim Sebastiana Leszczaka, Minora Cabalcerę oraz mającego za sobą rewelacyjny okres Wojciecha Przybyła. Drużynę prowadził posiadający już pewne doświadczenie, ale wciąż rozwijający swój warsztat Toni Corredera. Jeśli ktoś miał choć w części zastąpić tak nieprzeciętną postać, jaką był Antun Bačić, to właśnie Katalończyk.
Jak pod względem potencjału BSF prezentował się latem na tle rywali? Na przestrzeni lat FOGO Futsal Ekstraklasa ewidentnie rośnie w siłę, ale akurat względem poprzedniej edycji nie doszło raczej do żadnej rewolucji. „Wielka piątka”, którą obecnie tworzą Piast, Eurobus, Rekord, Constract oraz GI Malepszy pozostała poza zasięgiem, wzmocnił się wyraźnie We-Met Kamienica Królewska, ciekawych transferów dokonała Legia, ale kilka ekip zanotowało regres, zwłaszcza grający trzy razy w play-offach Dreman Opole czy Widzew. Różnice pomiędzy najmocniejszymi i najsłabszymi pod względem sportowym i organizacyjno-finansowym są ogromne, dlatego bochnianie spokojnie powinni byli odnaleźć się mniej więcej w połowie drogi pomiędzy biegunami. Nawet jeśli ich budżet należał do mniejszych w stawce, to mogli przeciwstawić się zgraniem, doświadczeniem w walce o wysokie cele oraz kapitalną atmosferą na domowych meczach. W tej sytuacji spokojnie dysponowali kadrą, która powinna była walczyć choćby o miejsca 7.-8., co dałoby trzeci z rzędu awans do kolejnego etapu rywalizacji. Niestety, tych atutów nie udało się wykorzystać.
Analiza statystyczna sezonu jako jednej całości w tym przypadku nie ma większego sensu, bo ekipa pod jego koniec dokonała zupełnej metamorfozy, dlatego podzieliłem tę edycję na dwie nierówne części. W pierwszej bochnianie prezentowali się katastrofalnie i tak naprawdę nie dostarczyli argumentów na to, że zasługują na pozostanie w lidze. Finisz był natomiast naprawdę imponujący i w efekcie pozwolił zachować byt na kolejny sezon. Przynajmniej na boisku, ale o tym na koniec. Od sierpnia do połowy marca drużyna prezentowała się po prostu koszmarnie. Prowadziło ją w tym czasie aż czterech trenerów. Toniego Correderę 11 października tymczasowo zastąpił Janusz Piątek. W tamtym momencie BSF miał za sobą bardzo nieudany start. Wygrał na inaugurację z Red Dragons Pniewy (3-2), ale później zanotował zaledwie jeden remis w sześciu spotkaniach i zakotwiczył w dolnych rejonach tabeli. Tak złego początku nie mógł spodziewać się chyba nawet największy defetysta. Zawodnicy wyglądali bardzo źle pod względem motorycznym i kondycyjnym. Jeśli tracili pierwsi bramkę, to przegrywali. Kiedy to oni otwierali wynik, często tracili przewagę w drugich połowach. BSF wyglądał bardzo źle w kreacji. Gole zdobywał niemal tylko po stałych fragmentach gry i kontratakach. Wielopodaniowe, misternie rozgrywane ataki niemal zawsze kończyły się fiaskiem. Drużynę z „Solnego Miasta” zaskoczyć było za to o wiele łatwiej, kilka straconych goli można określić mianem kuriozalnych. Wyraźny regres zanotowali wszyscy czołowi zawodnicy, a Marek Karpiak nie dawał takiej jakości jak wcześniej Sääf czy Kevin Kollar.
Po dwóch porażkach z rywalami o dość podobnym potencjale, Śląskiem Wrocław (1-3) oraz FC Reiterem Toruń (1-2), w trakcie których bochnianie wyglądali praktycznie tak samo jak wcześniej, stery objął Eu Dominguez. Hiszpan zdołał podnieść jakość gry. Pod jego wodzą udało się zdobyć 8 punktów w ośmiu starciach, co nie jest oczywiście wynikiem rzucającym na kolana, ale wówczas zespół miał naprawdę trudny zestaw przeciwników. Remisy z Constractem (3-3) oraz Piastem (2-2) w tamtym momencie były naprawdę znaczącymi sukcesami. Mimo lekko pozytywnego trendu BSF postanowił dokonać kolejnej roszady w czasie przerwy na Mistrzostwa Europy. Przyjście Romana Vakhuli na tak późnym etapie wiązało się ze sporym ryzykiem i początkowo nie przyniosło pozytywnych rezultatów. Bochnianie powrócili do ustawień fabrycznych, bijąc w ofensywie głową w mur oraz tracąc kompromitujące bramki. Najdobitniejszym przykładem był chyba domowy mecz z FC Toruń, gdy BSF sprezentował przeciwnikom kilka okazji i w efekcie przegrał 4-5. Zdecydowanie najbardziej musiał boleć jednak rezultat pojedynku z Dremanem, w którym było już 3-0 na korzyść zespołu z Bochni, by ostatecznie doszło do rozczarowującego podziału punktów. Po 24. serii gier zajmował 15. miejsce w stawce, zdobył tylko 17 „oczek”, choć miał 13. atak oraz 9. defensywę. To pokazywało, że potrafił wygrać wysoko, a wiele starć przegrał minimalnie, ale jednak z jakiegoś powodu bardzo często czegoś brakowało do korzystnego rozstrzygnięcia. Można było tłumaczyć sobie, że rezultaty były gorsze niż gra, ale ona pozostawiała też bardzo wiele do życzenia. Zawodnicy byli rozbici psychicznie i nieodporni w sytuacjach, gdy mecz zaczynał wymykać się spod ich kontroli. Na pewno dużym osłabieniem była kontuzja Arkadiusza Budzyna, bo brakowało innego zawodnika o podobnym profilu, który radziłby sobie skutecznie w defensywie, ale z urazami zmaga się każdy zespół w stawce, więc nie można tym tłumaczyć wszystkich niepowodzeń.
Tabela za okres od 1. do 24. kolejki
1. Eurobus Przemyśl 24 66 129-35
2. Piast Gliwice 24 60 126-35
3. Futsal Leszno 24 54 109-60
4. Constract Lubawa 24 53 122-50
5. Rekord Bielsko-Biała 24 46 89-47
6. We-Met Futsal Club Kamienica Królewska 24 38 86-65
7. Legia Warszawa 24 33 90-101
8. FC Toruń 24 32 72-103
9. AZS UŚ Katowice 24 31 67-113
10. Red Dragons Pniewy 24 30 82-76
11. Futsal Świecie 24 24 70-105
12. Dreman Opole Komprachcice 24 23 63-102
13. Śląsk Wrocław 24 20 61-90
14. Widzew Łódź 24 19 70-120
15. BSF ABJ Powiat Bochnia 24 17 64-95
16. Ruch Chorzów Futsal 24 7 46-149
Długo oczekiwanie przełamanie przyszło dopiero w połowie marca. Wygrana 11-0 z Ruchem Chorzów zapoczątkowała pozytywną serię spotkań bez porażki. Od tego momentu BSF zaczął wyglądać jak ekipa z najlepszych momentów wcześniejszej edycji. Wygrał 4 razy, zremisował 2 pozostałe mecze. Zdobył aż 14 punktów, zdobył 35 bramek (2. atak), stracił 13 (5. obrona). To najlepszy wynik w tym okresie. Tyle samo punktów zdobyli tylko Piast oraz Constract, o 2 mniej zgarnął Eurobus, który ostatecznie wygrał fazę zasadniczą. Zmiana w poziomie gry była radykalna. Udało się rozwiązać niemal wszystkie kluczowe problemy. Zespół zaczął wytrzymywać trudy rywalizacji w drugich połowach. Do swojej najlepszej formy powrócił Sebastian Leszczak, który był motorem napędowym. Bochnianie wreszcie potrafili też odwracać wyniki po nieudanym początku. Zremisowali z Legią i Piastem, ograli AZS UŚ Katowice, choć musieli odrabiać straty. Mentalnie udźwignęli ciężar zadania. Ich gra zaczęła być niezwykle efektowna, nareszcie można było ją znów oglądać z przyjemnością. Trzeba oddać trenerowi Vakhuli, że potrafił dotrzeć do zespołu i poprawić znacząco jego dyspozycję.
Tabela za okres od 25. do 30. kolejki
1. BSF ABJ Powiat Bochnia 6 14 35-13
2. Constract Lubawa 6 14 20-7
3. Piast Gliwice 6 14 32-9
4. Eurobus Przemyśl 6 12 38-12
5. Legia Warszawa 6 12 23-18
6. Śląsk Wrocław 6 10 16-19
7. AZS UŚ Katowice 6 9 20-31
8. Rekord Bielsko-Biała 6 8 13-12
9. Futsal Leszno 6 8 19-17
10. FC Toruń 6 7 18-16
11. Futsal Świecie 6 7 23-26
12. Red Dragons Pniewy 6 6 17-35
13. We-Met Futsal Club Kamienica Królewska 6 5 16-19
14. Widzew Łódź 6 3 14-24
15. Ruch Chorzów Futsal 6 2 11-34
16. Dreman Opole Komprachcice 6 1 10-33
Ostatecznie wzrost formy BSF-u i słaba dyspozycja rywali spowodowała, że bochnianie zajęli bezpieczne 12. miejsce. Pod względem indywidualnym sezon do udanych zaliczyć mogą doświadczeni kapitan Leszczak (24 bramki) oraz Minor Cabalceta (20 goli). Kostarykanin był nie do zatrzymania dla większości rywali z dolnej części tabeli i w wielu momentach okazał się być kluczowy. 11 trafień dołożył Stefano Galešić, który wyróżniał się walecznością. W drugiej połowie kampanii z naprawdę dobrej strony zaprezentował się Fran Moreno. Młody Hiszpan był bardzo zadziorny i pomógł ekipie wywalczyć utrzymanie. Na pewno do formy z wcześniejszych miesięcy nie zbliżył się Wojciech Przybył. Zdobył 9 bramek, co jest sporym regresem względem osiągnięć z kampanii 2024/25, gdy zdobył aż 28 goli, a zaimponował zwłaszcza w I rundzie play-offów z GI Malepszy Leszno. Tylko 2 trafienia zanotował Piotr Matras, wspominałem już o problemach zdrowotnych Arkadiusza Budzyna, kontuzje nie oszczędzały też Adama Wędzonego. Mikhael Almeida był taki jak cały zespół. Chaotyczny oraz elektryczny do połowy marca, przebojowy w ostatnim etapie. Zdobył 7 goli. Lepsze i gorsze momenty notował Mateusz Prokop, ale na pewno nie zostanie mu zapomniany niezwykle cenny zwycięski gol z Widzewem (6-5). Niestety znów bardzo mizernie wyglądają statystyki młodych wychowanków. Wojciech Doroszkiewicz zanotował tylko 1 gola. To zdecydowanie za mało jak na pivota, dla którego był to już czwarty sezon w seniorach. Rafał Dziurdzia stawia dopiero pierwsze krok na tym poziomie i czeka go jeszcze wiele nauki. Klub musi znaleźć sposób na skuteczniejsze wprowadzanie młodych zawodników, bo inaczej problem będzie tylko się pogłębiał.
Osobny akapit trzeba poświęcić bramkarzom. Przewidywany do roli zawodnika podstawowego składu Marek Karpiak zawiódł w tym sezonie. Miał wiele nieudanych momentów, popełniał błędy, notował bardzo mało spektakularnych interwencji, rzadko ratował kolegów, a gdy w końcu zaczął spisywać się lepiej, to zaczęły dręczyć go problemy zdrowotne. Został ukarany czerwonymi kartkami zarówno w pucharowym, jak i ligowym spotkaniu ze Śląskiem. Słowakowi decydowanie nie udało się spełnić pokładanych w nim nadziei. W wielu kluczowych momentach w bramce stawał Rafał Aksamit, ściągnięty do zespołu w sezonie 2024/25 jako transfer medyczny. Zanotował wiele solidnych spotkań, choć na pewno jeszcze wiele musi poprawić, by stać się wyróżniającym bramkarzem w skali ligi.
Niestety, choć ostatnie tygodnie edycji 2025/26 dostarczyły sporej dawki pozytywnych emocji, to trzeba zdawać sobie sprawę, że obecna drużyna znajduje się już raczej za szczytem swoich możliwości. Gdy BSF rozpoczynał grę w FOGO Futsal Ekstraklasie w edycji 2022/23, dysponował bardzo młodą kadrą. Od tego czasu jej struktura znacząco się zmieniła. Dziś zaczyna brakować perspektywicznych graczy,
którzy mogliby przejmować z czasem rolę liderów od starszych kolegów. Najlepszymi zawodnikami pozostają weterani: Sebastian Leszczak oraz Minor Cabalceta. Klub musi wymyślić strategię, która pozwoli mu na nowo nabrać rozpędu. Ważne, że nadal mecze cieszą się bardzo dużym jak na Bochnię zainteresowaniem. Kluczowe, czy teraz uda się zgromadzić odpowiedni budżet. Klub głośno szuka pomocy w związku z tym, że obecnie kasa świeci pustkami. Takie problemy to wprawdzie nic nowego, ale zawsze udawało się ostatecznie zgromadzić środki. W realiach rozwijającej się ligi nie da się jednak funkcjonować w ten sposób na dłuższą metę. Potrzebny jest nowy start i budowanie
w oparciu o solidne fundamenty.
Autor: Mateusz Filipek
