Podopieczni Jakuba Drwala bardzo dobrze rozpoczęli rozgrywki ligowe. Po ograniu Limanovii (3-2) i remisie z Kalwarianką (2-2) teraz dość pewnie zwyciężyli w starciu z Watrą Białka Tatrzańska. Trzeba jednak przyznać, że goście kilkukrotnie sami włożyli sobie kij w szprychy, ułatwiając zadanie miejscowym.
BKS Hal-Mont Bochnia – Watra Białka Tatrzańska 4-1 (1-1)
Maksymilian Klimek 43′ (k.), Michał Rycka 53′, Patryk Pikul 70′, Kacper Klimek 84′ (k.) – Szymon Kuźma 45+2′ (k.)
BKS: Bartłomiej Fojt – Kacper Klimek, Mateusz Sławecki, Piotr Gruszecki, Wiktor Piotrowski, Roman Hutyria, Maksymilian Klimek, Mariusz Łyduch, Michał Tomala, Oleksandr Andrushko, Michał Rycka.
Trener: Jakub Drwal.
Bochnianie mieli za sobą naprawdę trudne, wygrane dopiero po rzutach karnych pucharowe spotkanie z GKS-em Drwinia, które na pewno kosztowało ich wiele pod względem mentalnym, ale musieli szybko przestać o nim myśleć, by skupić się na kolejnym zadaniu. Wejście we wczorajszy mecz nie było łatwe. Gospodarze starali się przejąć inicjatywę i zepchnąć rywali na swoją połowę, ale udało się im to jedynie częściowo. Momentami dominowali, wywalczyli kilka rzutów rożnych, jednak nie udało się tego przekuć na dogodne okazje. Watra do Bochni przyjechała w bardzo wąskim składzie, mając na ławce rezerwowych zaledwie jednego zawodnika z pola oraz rezerwowego bramkarza, ale początkowo stawiała zacięty opór. BKS w końcu dopiął swego w 43. minucie, gdy rzut karny wykorzystał Maksymilian Klimek. Problem w tym, że miejscowym zabrakło koncentracji i po chwili to przeciwnicy otrzymali „jedenastkę”, którą zdołali wykorzystać, więc na półmetku było 1-1.
W przerwie nad stadionem padał ulewny deszcz, ale akurat nieco osłabł, gdy obie ekipy szykowały się do wznowienia gry. Od tego momentu BKS był już stroną wyraźnie konkretniejszą w działaniu. W 53. minucie gospodarze przeprowadzili atak prawą stroną. Prostopadłe podanie otrzymał Roman Hutyria, który następnie dograł futbolówkę tuż przed bramkę, gdzie wślizgiem do siatki wepchnął ją Michał Rycka. Goście próbowali odpowiedzieć, ale padająca z nieba woda nie schłodziła ich gorących głów. W ciągu około minuty dwie żółte kartki za dyskusje z arbitrem otrzymał Jan Kuźma, co postawiło jego drużynę w jeszcze trudniejszym położeniu. BKS niemal od razu wykorzystał przewagę po bliźniaczym ataku do tego sprzed około kwadransa. Znów podanie w wolny sektor otrzymał prawoskrzydłowy Hutyria, a tym razem z jego dośrodkowania skorzystał rezerwowy Patryk Pikul. Słabnący rywale mieli coraz mniej do powiedzenia. Zagrożenie sprawili jedynie raz, gdy po mocnym strzale z dystansu piłka nieznacznie minęła bramkę strzeżoną przez mającego dość mało pracy Bartłomieja Fojta. W ostatnich minutach bochnianie wyprowadzili jeszcze kilka ataków, często po agresywnym pressingu i odbiorach jeszcze na połowie rywala. Jeden z nich zakończył się kolejnym faulem zawodnika Watry w polu karnym. Tym razem okazję na bramkę zamienił Kacper Klimek, ustalając wynik spotkania na 4-1.
Bochnianie mogą cieszyć się z kolejnego udanego występu, ale świętowanie potrwa tylko chwilę, bo maraton meczów trwa. Już w środę czeka ich w teorii o wiele większe wyzwanie, bo zmierzą się na wyjeździe z Beskidem Andrychów. Watra na razie rozpoczęła sezon od trzech porażek i jeśli nie poszerzy swojej kadry wartościowymi zawodnikami, to będzie jej niezwykle trudno wywalczyć utrzymanie.
Autor: Mateusz Filipek














