Ależ widowisko sprawili w 1. kolejce gracze GI Malepszy Leszno i BSF-u ABJ Powiat Bochnia. Gospodarze otworzyli wynik, by następnie dać się wypunktować grającym z ogromnym zaangażowaniem bochnianom. Tak było jednak tylko do przerwy, bo po zmianie stron to ekipa Romana Vakhuli zaczęła przeżywać trudne chwile. Straciła bardzo wysokie prowadzenie, jednak w decydującym momencie była w stanie je odzyskać i utrzymać, notując tym samym udany start.
Futsal Leszno 7-9 (1-6) BSF ABJ Powiat Bochnia
Renards Udris 4′, 25′, 31′, Benjamin Dorogi 22′, Rajmund Siecla 30′, Mateusz Lisowski 30′, Arkadiusz Szypczyński 36′ – Piotr Matras 6′, 33′, Mikhael Almeida 10′, 33′, Minor Cabalceta 14′, 19′, Wojciech Przybył 15′, Justus Kunnas 20′, 40′ (p.k.)
Miejscowi zdołali szybko zdobyć bramkę na 1-0. Po objęciu prowadzenia nie zmienili podejścia, tylko próbowali atakować pozycyjnie, przebywając długo na połowie bochnian. Ich problem polegał na tym, że w ogóle nie byli w stanie zabezpieczyć się przed groźnymi kontratakami, które BSF wyprowadzał przy każdej sposobności. Wszystkie straty to była woda na młyn dla ekipy z „miasta soli”, zwłaszcza że jej zawodnicy imponowali skutecznością. Miejscowi wykazali się też nieporadnością przy bronieniu stałych fragmentów gry, długo nie byli również w stanie wyciągnąć żadnych wniosków ze swoich pomyłek. Podopieczni Romana Vahkuli byli za to wyjątkowo bezwzględni. Pięciobramkowe prowadzenie BSF-u do przerwy zapewniło bardzo dużą przewagę.
Po przerwie obraz gry uległ już radykalnej zmianie. Lesznianie znacznie lepiej kontrolowali przebieg wydarzeń, przyspieszyli grę, ograniczyli straty i bardzo szybko dokładali kolejne trafienia. Po jedenastu minutach zdołali odrobić aż pięciobramkową stratę! Brawa dla bochnian, że w takim momencie nie poszli w rozsypkę i po chwili zatarli fatalne wrażenie. Dość szybko zdobyte kolejne dwa gole pomogły w ponownym uzyskaniu przewagi. Nie był to jednak koniec problemów. Przeciwnicy wykorzystali okres gry z wycofanym bramkarzem, na szczęście potem znów popełnili błędy, które zakończyły się podyktowaniem przedłużonego rzutu karnego. Drugie tego dnia trafienie Justusa Kunnasa rozstrzygnęło ostatecznie mecz. Tym samym BSF znów odniósł sukces w starciu 1. kolejki. Od momentu awansu do Ekstraklasy sezon rozpoczynał aż cztery razy od wygranej, a raz od remisu.
Jakie wnioski można wyciągnąć po inauguracji?
Renesans weteranów.
O sukcesie przesądziła przede wszystkim dobra forma graczy związanych z drużyną od dłuższego czasu. Po dwa trafienia zanotowali Piotr Matras, Mikhael Almeida oraz znów silny jak tur Minor Cabalceta. Z nowych zawodników świetnie spisał się Justus Kunnas, który, jak już zostało wspomniane, też trafił dwa razy. Brawa dla niego, że wziął na siebie odpowiedzialność i wykorzystał przedłużony rzut karny. Vesa Lilja nie zadebiutował z powodów zdrowotnych, Rainers Mūrnieks z ławki oglądał występ w bramce Rafała Aksamita, na razie o minuty walczyć muszą Tian Uršič oraz Piotr Szemiot. Tym samym o wygranej przesądziła zwłaszcza odrodzona stara gwardia. Cieszy, że w tym meczu ci gracze zdecydowanie przypominali siebie z ostatnich spotkań poprzedniej edycji, a nie z jej początku.
Nie zawsze tyle wpadnie.
BSF zdobył aż 9 goli, choć nie stworzył wcale zbyt wielkiej liczby okazji. W niedzielny wieczór bochnianom udawało się po prostu wykorzystać niemal wszystkie szanse, co na pewnie nie będzie standardem. Nie sposób utrzymać aż takiej skuteczności na dłuższą metę. Niewielu rywali, zwłaszcza spośród tych z górnej oraz średniej półki, będzie broniło tak słabo jak GI Malepszy w pierwszej połowie. Na pewno bochnianie muszą też lepiej zarządzać wynikiem, bo tak wyraźną przewagę wstyd roztrwonić. Nie dali też popisu gry defensywnej. 7 straconych bramek to dużo, a i tak kilka razy kolegów ratował Aksamit. Są powody do radości, ale trzeba sprawiedliwie ocenić, że z tego meczu bochnianie wycisnęli wszystko, co mogli.
Szczęście sprzyja lepszym?
Co na temat startu sezonu sądzi jeden z bohaterów tego spotkania, Piotr Matras? -: „Poprzedni sezon nauczył nas, jak ważny jest okres przygotowawczy, więc klub wyciągnął wnioski i zatrudnił dwóch świetnych trenerów od przygotowania motorycznego: Mateusza Fortunę i Arkadiuszal Pintala. Wykonali oni kawał dobrej pracy, nie możemy na nic tutaj narzekać. Za nami bardzo ciężki mecz z Lesznem. Chyba pierwszy raz w moim życiu przeżyłem takie spotkanie, kiedy każdy strzał zamieniał się na bramkę. Przetrwonić 5 goli potrafi chyba tylko… Bochnia, ale odżyliśmy i odpowiedzieliśmy dwoma trafieniami. Czy to było zasłużone zwycięstwo? Wydaje mi się, że nie, ale teraz to nie ma znaczenia. Liczą się punkty, które musimy bardzo docenić” – ocenia zawodnik BSF-u.
Oczywiście znacznie więcej będzie można powiedzieć dopiero po kolejnych spotkaniach. Teraz przed BSF-em pierwszy domowy mecz. W sobotę o 18 zagra z We-Metem Gminą Sierakowice.
MF
