Reklama

Koszykówka. Horror z happy endem dla bochnianek

Po pierwszej kwarcie, którą bochnianki wygrały 19-13 z tarnowskim Pałacem Młodzieży mało kto spodziewał się, że mecz będzie istnym dreszczowcem, którego losy ważyć się będą do ostatnich sekund gry. Ostatecznie jednak MOSiR po dramatycznej końcówce zdołał utrzymać wypracowaną wcześniej przewagę i pokonał rywalki 72-71.

MOSiR Contimax Bochnia – MKS PM Tarnów 72-71 (19-13, 15-17, 23-21, 15-20)
MOSiR Bochnia Natalia Mazur 23, Julia Fortuna 21, Sara Marczyk 10, Dominika Dziadoń 8, Aisza Byczek 7, Karolina Przybyła 2, Kinga Ochel 1, Alicja Hamuda, Karolina Bojan
MKS PM Tarnów: Paulina Liszka 22, Alina Kłosowicz 19, Weronika Skrabacz 11, Sylwia Siedlik 9, Roksana Skrabacz 6, Julia Świętochowska 4, Julia Węglarz, Patrycja Kwiek.

Pierwsza kwarta toczyła się pod dyktando gospodyń, które szybko wyszły na czteropunktowe prowadzenie. Później w poczynania bochnianek wkradła się nerwowość, która spowodowała, że tarnowianki doprowadziły do remisu 6-6, a później 8-8. Na chwilę słabszej gry zareagował trener MOSiR-u – Maciej Starowicz, który poprosił o czas. Po przekazaniu swoich uwag, gospodynie nabrały rozpędu i skuteczności. W efekcie, dzięki dobrej końcówce wygrały pierwszą kwartę 19-13.

Druga kwarta, podobnie jak pierwsza, rozpoczęła się od przewagi gospodyń, które zdobyły sześć kolejnych punktów nie tracąc żadnego. Zawodniczki MOSiR-u grały od rywalek szybciej i szybko zmieniając miejsce rozegrania akcji znajdowały miejsce do oddawania rzutów z pół- i dystansu. Nieźle radziły sobie również w grze obronnej wygrywając wiele piłek odbitych od obręczy czy tez tablicy. Z czasem jednak tarnowianki przebudziły się i starały się odrabiać stracony dystans do MOSiR-u. Mimo, że zaczęły regularnie trafiać, nie były w stanie powstrzymać bocheńskich rywalek pod swoim koszem. W efekcie kibice mogli oglądać bardziej zacięty fragment meczu, walkę kosz za kosz. Z tego przeciągania liny zwycięsko wyszły tarnowianki, które miały bardzo dobrą końcówkę tej kwarty. Grały twardo w obronie nie pozwalając na wiele zmęczonym bochniankom, a same konsekwentnie zmniejszały dystans do gospodyń. W efekcie po drugiej kwarcie MOSiR prowadził czterema punktami: 34-30.

Trzecia część spotkania nie przyniosła zmiany obrazu gry. Nadal w ataku były przyjezdne, które po 90 sekundach doprowadziły do remisu 34-34. Przy mocnym dopingu kibiców, gospodynie odpowiedziały dwoma punktami, ale kolejne dwie akcje przyjezdnych zakończyły się celnymi rzutami za trzy punkty. MOSiR przegrywał już 36-40, a rywalki jeszcze powiększyły przewagę o dwa punkty. Wówczas dwa świetne rzuty z dystansu oddały Natalia Mazur i Aisza Buczek, które dały gospodyniom remis 44-44. Oba zespoły zażarcie walczyły o każdą piłkę. Tymi cechami wolicjonalnymi gospodynie przeciwstawiły się rozpędzonym rywalkom, które straciły animusz. Do głosu zaczęły dochodzić podopieczne Macieja Starowicza. Odbiór, trochę szczęścia pod swoim koszem i szybkie akcje na połowie rywalek przyniosły kolejne punkty. Bochnianki wróciły do gry z bardzo dalekiej podróży, a kapitalnymi ostatnimi dwiema minutami nie tylko utrzymały przewagę sprzed trzeciej kwarty, ale i wypracowały przewagę o dwa punkty większą. MOSiR prowadził 57-51.

Ostatnia część gry dała odpowiedź na pytanie, która z drużyn prezentuje dojrzalszą koszykówkę. O ile siła fizyczna była po stronie tarnowianek, o tyle dynamika była po stronie gospodyń, które również zdecydowanie lepiej radziły sobie ze skutecznością rzutową, w tym chyba najbardziej z rzutami osobistymi. Na dwie minuty przed końcem meczu bochnianki prowadziły 70-62 i wydawało się, że sprawa zwycięstwa jest już przesądzona. Tymczasem, za co zespół z Tarnowa zasługuje na wielką pochwałę, wiara w końcowy sukces przyniosła przełożyła się na niesamowity finisz. Mimo niekorzystnego rezultatu do ostatnich sekund spotkania Pałac Młodzieży walczył o korzystny rezultat. Na 40 sekund przed końcem przewaga wynosiła jedynie 70-66, a zaledwie trzy sekundy później było już 70-68 i po kolejnym rzucie osobistym przewaga gospodyń stopniała do jednego punktu. Bochnianki w ciągu ostatnich sekund meczu zapomniały o wyrachowaniu, co przy zmęczeniu przyniosło wiele strat. Rzut za dwa punkty i przewaga trzech „oczek” nie okazała się dla nich bezpieczna. Na kilkanaście sekund przed zakończeniem meczu tarnowianki oddały rzut, po którym znowu zbliżyły się do rywalek na jeden punkt. Na trzy sekundy przed końcową syreną przyjezdne przechwyciły piłkę, ale nie zdążyły na szczęście dla gospodyń wyprowadzić groźnej akcji. MOSiR Contimax wygrał 72-71.