Reklama

Koszykówka. Efektowna wiktoria bochnianek. Koncert Sary Marczyk

Wysokim zwycięstwem 89-73 zakończyło się spotkanie Contimaksu MOSiR Bochnia z UKS La-Basket Piekary Śląskie w ramach grupy finałowej A II ligi koszykówki kobiet. Bochnianki zagrały dobre spotkanie, a ich postawa w drugiej i trzeciej kwarcie zasługują na uznanie.

Contimax MOSiR Bochnia – UKS La-Basket Piekary Śląskie 73-89 (20-22, 28-18, 24-11, 17-22)
MOSiR:Sara Marczyk 21, Julia Fortuna 21, Dominika Dziadoń 15, Aisza Buczek 13, Natalia Mazur 11, Aleksandra Poradowska 4, Gabriela Czekaj 4, Konga Ochel, Karolina Przybyła.
UKS:Beata Paranowska 25, Agnieszka Cwill 22, Marzena Mazur 17, Iga Radwan 4, Wiktoria Klaczek 3, Maja Jachna 2, Wiktoria Wychowska.

W sobotnie popołudnie w Hali Widowiskowo – Sportowej w Bochni MOSiR Bochnia podejmował UKS La-Basket Piekary Śląskie. Oba zespoły przegrały ostatnie trzy mecze ligowe. Mecz miał przynieść jednej z drużyn pierwszą tegoroczną wiktorię. Po 40 minutach gry zdecydowane i jak najbardziej zasłużone zwycięstwo odniosła drużyna z Bochni.

Pierwsza kwarta miała wyrównany charakter. Mimo to, przyjezdne umiejętnie punktowały gospodynie rzutami z pół- i dystansu. Dwukrotnie za trzy punkty rzuciła Marzena Mazur. Zawodniczki z Piekar Śląskich w 7 minucie prowadziły 15-11, a w 9. już 22- 15. Wówczas po raz pierwszy w tym meczu dała o sobie znać Sara Marczyk, która swoimi rzutami zmniejszyła prowadzenie rywalek do dwóch punktów. Końcówka pierwszej kwarty zapowiadała spore emocje w dalszej części spotkania.

Przyjezdne doświadczone celnymi rzutami z dystansu próbowały nadal zaskakiwać gospodynie rzutami za 3 punkty. Od początku drugiej kwarty jednak, Ślązaczkom ta sztuka szła coraz trudniej. Coraz mniej czasu miały na przygotowanie pozycji rzutowej, coraz bardziej odczuwały zmęczenie mając na ławce rezerwowych tylko dwie zmienniczki. Bochnianki zagrały agresywniej, mądrzej, skuteczniej, ale w tej części gry show koleżankom skradła Sara Marczyk. Ta jeszcze kadetka w kolejnym meczu potrafi na dużej intensywności piłkę odebrać, szarżować na rywalki, rzucać punkty, zbierać piłki z tablicy i gdyby mogła – odbyłaby w międzyczasie jeszcze jedną jednostkę treningową na siłowni, a potem wróciła na parkiet i wybiłaby rywalkom jakiekolwiek nadzieje na wygrany pojedynek – ta dziewczyna ma w sobie tyle energii, że śmiało mogłaby wystąpić w reklamie popularnych baterii…

W tej bardzo dobrej drugiej kwarcie rywalki długo nie mogły złapać tchu mając permanentnie utrudnioną grę nie tylko pod koszem rywalek, ale i własnym. Straty na połowie bochnianek kończyły się natychmiastowymi kontrami. Gospodynie mogły pokusić się o grę bardziej urozmaiconą, czego przykładem była efektowna akcja Natalii Mazur z Aiszą Buczek i rzut za dwa punkty tej ostatniej. Pod koniec drugiej kwarty drużyna z Piekar, dzięki lepszej skuteczności rzutowej zmniejszyła przewagę bochnianek do 8 punktów, co nie oddaje do końca przewagi gospodyń w tej części meczu.

Trzecia kwarta była zdecydowanie mniej szalona od drugiej, ale bochnianki konsekwentnie powiększały swoją przewagę. Pomagały im w tym rywalki, które wyraźnie przeżywały kryzys fizyczny. Apatia Ślązaczek kontrastowała z ruchliwością gospodyń. W efekcie bochnianki często dochodziły do dobrych sytuacji rzutowych, z których naturalnie korzystały. Po trzech kwartach MOSiR prowadził już 72-51!

W ostatniej części meczu zawodniczki z Piekar postawiły wszystko na jedną kartę. Tak długo jak miały siły grały wysokim ,bezkompromisowym pressingiem. Początkowo przynosił on efekty i prowadzenie MOSiR-u stopniało do 12 punktów. Z czasem jednak i impet i siły rywalek zaczęły topnieć. Mimo ambitnej gry przyjezdne nie były w stanie powstrzymać ponownie rosnącej przewagi bochnianek, które konsekwentnie odbudowywały przewagę.

Drużyna Macieja Starowicza wygrała po raz pierwszy w tym roku przerywając serię trzech porażek. Zdecydowanie lepiej niż w poprzednich meczach zaprezentowały się rozgrywające – tym razem wyróżnienia nie należy się tylko jednej z nich, ale każdej z osobna. Warto odnotować dobry występ Dominiki Dziadoń oraz Aiszy Buczek.