BLF. Sezon wyrównany jak nigdy

454 0

Sezon 2021/22 Bocheńskiej Ligi Futsalu już za nami. Jakim go zapamiętamy? Na pewno był burzliwy, bo nie zabrakło zarówno ekscytujących momentów, niespodzianek, wyrównanej rywalizacji, jak i problemów wynikających z wycofania się zespołu HAL MONT, walkowerów w decydujących spotkaniach oraz nerwowej atmosfery. Finalnie doszło do zaskakujących rozstrzygnięć, bo pierwszy raz w historii po mistrzostwo sięgnął Krawczyk Team, a niespodziewanie na podium znalazł się także iSprzęt.

W tym podsumowaniu przyjrzę się głównie temu, co wydarzyło się od momentu podziału na grupy po fazie eliminacyjnej. Papierkiem lakmusowym, przy pomocy którego zawsze można sprawdzić, czy mecze są zacięte, są wyniki w Sportomaks.pl Lidze Typera. W tym sezonie skuteczność najlepszych graczy ledwie przekroczyła 50%, więc niespodzianek i spotkań bez wyraźnego faworyta było naprawdę dużo. To cieszy, bo rywalizacja, zwłaszcza w Grupie Potężnych, była niezwykle wyrównana.

Grupa Potężnych
1. Krawczyk Team – 10 meczów, 21 pkt., 7-0-3, gole: 37-24
Ten sezon jest ukoronowaniem fajnej historii, by ten zespół zaczynał przecież jako średniak I ligi, by z czasem piąć się coraz wyżej, aż w końcu sięgnął po złoty medal. Być może nie udałoby się to bez pozyskanych niedawno Konrada Kuliszewskiego i Krzysztofa Mazura, jednak trzon mistrzowskiego zespołu został zbudowany wiele lat wcześniej. Na Rywalizację w fazie eliminacyjnej rozpoczął od dwóch porażek, potem wprawdzie zaczął grać lepiej, ale z powodów dyscyplinarnych wypadli Robert Łacny, Artur Mistarz, na cztery mecze także Kamil Machaj. Nie można zapomnieć, że o awans musiał walczyć do samego końca i rzutem na taśmę zapewnił sobie remis w meczu ze Św. Pawłem. Niewiele wskazywało, by Krawczyk Team miał liczyć się w walce o najwyższe laury, ale tak się właśnie stało. Nie grali może zbyt efektownie, jednak punktowali z dużą regularnością. Nie zanotowali ani jednego remisu, a jeśli już mieli swój dzień, to wygrywali. Oczywiście nie da się ukryć, że mieli sporo szczęścia, gdy ich rywale z Transbetu wystawili na bezpośrednie starcie nieuprawnionego zawodnika, jednak na ten komfort pracowali przez wiele tygodni. Oprócz wspomnianych nowych zawodników wielki udział w sukcesie miał Sebastian Śmietana, który został wybrany bramkarzem sezonu.

2. iSprzęt – 10 meczów, 18 pkt., 5-3-2, gole: 36-28
Nie mniejszy sukces odniosła w tym sezonie ekipa Pawła Obroślaka. Ona do rywalizacji przystąpiła opromieniona dość niespodziewanym zajęciem 2. miejsca w lidze letniej, więc z pewnością apetyty jej graczy były spore. W składzie zabrakło najlepszego bramkarza letniej kampanii Konrada Biernata i tego być może zabrakło, by ta edycja była jeszcze lepsza, bo pod względem gry w obronie iSprzęt nie imponował. Mógł za to pochwalić się potężną siłą ataku, a główną strzelbą został pozyskany ze Spektrum Bartłomiej Chlebek. Trudno zliczyć, ile razy jego potężne strzały z dystansu ratowały ekipie cenne punkty. Zdobył 8 goli w fazie eliminacyjnej i 13 w finałowej, co zapewniło mu koronę króla strzelców Grupy Potężnych i tytuł zawodnika sezonu.

3. Igloo – 10 meczów, 14 pkt., 4-2-4, gole: 26-24
Wzrost formy w ostatnich tygodniach spowodował, że rozczarowujący dla „Mroźnych” sezon zakończył się ostatecznie całkiem nieźle, bo doświadczony zespół zgarnął brązowe medale. Po transferach Mateusza Więska i Tomasza Rachwalskiego wydawało się, że będzie w stanie walczyć o mistrzostwo. Zaczął nieźle, bo etap eliminacji zakończył na 1. miejscu w grupie B, jednak potem było już o wiele gorzej. Rozczarowywał niemal co tydzień, dobry występ notując tylko w hicie z Transbetem. Nie był to raczej przypadek, bo Igloo bardzo źle czuło się w meczach, w których rywale oddawali inicjatywę i szukali okazji do kontratakowania, natomiast w otwartych spotkaniach czuło się znacznie lepiej. Zdobycie dziesięciu punktów w czterech ostatnich meczach nieco zmieniło optykę, ale i tak cały sezon okazał się być sporym rozczarowaniem, bo już na kilka tygodni przed końcem było wiadomo, że nie powalczy o mistrzostwo.

4. Pershing Corleone – 10 meczów, 13 pkt., 4-1-5, gole: 38-20

Ekipa Jarosława Żmudzkiego jest już trzecią, która zanotowała swój najlepszy występ w historii. Niewiele zabrakło do tego, by było jeszcze o wiele lepiej, bo długo zajmowała miejsce na podium, będąc przez kilka tygodni nawet liderem. Podobnie jak Krawczyk Team, miejsce w Grupie Potężnych zapewniła sobie dopiero w ostatnich sekundach meczu z KS Husarią Łapczyca (3:2), ale potem dobrze wykorzystała swoją szansę. Świetnie broniła, grała z dużym zaangażowaniem. Aż trzykrotnie zachowała czyste konto, co jest sporym osiągnięciem. Niezwykle ważnym wzmocnieniem okazał się być Filip Romański, który łącznie zdobył aż 17 goli. Z nim ofensywa PC wyglądała bardzo dobrze, a szybkie ataki siały popłoch w szeregach rywali. Zabrakło utrzymania formy w ostatniej części sezonu, bo w tym okresie zespół zanotował jedno zwycięstwo i cztery porażki. Przy dobrze dysponowanych rywalach to musiało zakończyć się spadkiem z podium. Generalnie doświadczona ekipa zasłużyła na pochwały, bo grała ambitnie i z poświęceniem.

5. Transbet – 10 meczów, 13 pkt., 4-1-5, gole: 29-28
Wynik obrońców tytułu to największe rozczarowanie tego sezonu, zwłaszcza że stracili szanse na zdobycie mistrzostwa na własne życzenie. Choć dopadł ich kryzys na początku drugiego etapu, to później odzyskali dobrą formę, aż w końcu przebili się do czołówki. W decydującym meczu z Krawczyk Teamem byli lepsi na parkiecie, ale zapomnieli o tym, że Wojciech Pacura powinien był pauzować w tamtym meczu z powodu nadmiaru żółtych kartek. Porażka walkowerem przekreśliła szanse. W kolejnych spotkaniach zupełnie odpuścili, bo raz również wystawili nieuprawnionego gracza, a potem w ogóle nie pojawili się. Te wyniki pozostawiły niesmak, bo bez wątpienia pod względem sportowym Transbet wciąż był ekipą o największym potencjale.

6. G2 Transport – 10 meczów, 7 pkt., 2-1-7, gole: 22-64
Młoda drużyna zaprezentowała się rewelacyjnie w fazie eliminacyjnej i stała się „czarnym koniem”, ale w drugiej części sezonu nie zdołała pójść za ciosem. Na początek zremisowała pechowo z iSprzętem, bo straciła dwa gole w ostatnich sekundach, ale potem już jedynie raz zdołała zaskoczyć Igloo. W pozostałych meczach poniosła porażki, a jej dorobek podreperowała już tylko wygrana walkowerem z Transbetem. Do pewnego momentu świetnie prezentował się Daniel Wolak, dobry sezon zanotował także Miłosz Mochel.

Grupa Wątłych

Na niższym szczeblu rozgrywek od samego początku w gronie faworytów znajdowały się dwa zespoły: Lemon FHU i Św. Paweł. Rzeczywiście nie zawiodły, a w trakcie sezonu doszło do zwrotu akcji.

1. Św. Paweł – 8 meczów, 19 pkt., 6-1-1, gole: 66-21
Drużyna Macieja Jeziorka była bliska awansu do Grupy Potężnych. To się ostatecznie nie udało, ale przynajmniej wywalczyła najwyższą pozycję na drugim szczeblu rozgrywek. Rozpoczęła od minimalnej porażki w hicie z Lemonem (3:4), ale później nie było już na nią mocnych. Odniosła sześć zwycięstw z rzędu, a kluczowa okazała się wygrana w drugim meczu z „Cytrynkami” (6:5). Aż 21 goli dla ekipy zdobył Jakub Pasiut, 11 dołożył Kamil Klimek, a 10 Adrian Janas.

2. Lemon FHU – 8 meczów, 18 pkt., 6-0-2, gole: 64-25
Na pewno „Cytrynki” nie są zadowolone ze swojego wyniku, bo najpierw nie zrealizowały celu, jakim był awans do Grupy Potężnych, a potem przegrały walkę o pierwsze miejsce ze Św. Pawłem. Szanse na utrzymanie pozycji lidera zaprzepaściły niespodziewaną przegraną z Parkers (5:6). Centralną postacią zespołu był w tym sezonie Marcin Ochlust, który zdobył 18 bramek. Bez niego w składzie ekipa nie prezentowała się już tak dobrze. Z pozostałych zawodników dobrze spisał się Grzegorz Siemdaj, który zanotował 13 trafień.

3. Parkers – 8 meczów, 10 pkt., 3-1-4, gole: 45-42
Niemal zupełnie odmłodzona drużyna rzutem na taśmę wywalczyła 3. miejsce. Udało się to głównie dzięki niespodziewanemu zwycięstwu nad Lemonem i remisem w ostatniej kolejce ze Św. Pawłem (5:5). Tym razem najlepszym strzelcem zespołu nie został powracający po kontuzji Dominik Juszczak (10 bramek), ale Artur Majcher. Młody zawodnik zdobył 12 goli. Z dobrej strony zaprezentował się także Sebastian Liszka.

4. KS Husaria Łapczyca – 8 meczów, 3-0-5, gole: 28-55
„Husarze” mogą mieć spore poczucie niedosytu, bo na ostatniej prostej wypadli poza podium. Wcześniej zabrakło im kilkunastu sekund, żeby zapewnić sobie awans do Grupy Potężnych, jednak trzeba ocenić, że powracający po kilku latach do rozgrywek zespół nie był jeszcze gotowy, by grać z najlepszymi. Cały sezon prezentował nierówną formę. Dwukrotnie ograł Parkers (6:3, 4:3, wcześniej także 6:3 w fazie eliminacyjnej), ale swoją szansę zaprzepaścił porażką z Megamotem. Nie potrafił także zaskoczyć dwóch najlepszych ekip. Pozytywnym aspektem związanym z tą ekipą jest to, że w meczach z jej udziałem często padały efektowne gole. W tym sezonie wyróżnił się zwłaszcza Rafał Natanek, który w drugiej części sezonu zdobył 7 goli.

5. Megamot – 8 meczów, 3 pkt., 1-0-7, gole: 13-73
Choć kadra zespołu Tomasza Sopaty na przestrzeni lat ulegała znaczącym przekształceniom, to zawsze była pełna ciekawych zawodników. Teraz również znalazło się w niej kilku ciekawych graczy, jednak problemem stała się jej szerokość. Niemal w każdym meczu Megamot musiał radzić sobie bez zmienników, co skutecznie przeszkodziło w walce o punkty. W decydującej fazie tylko raz zdołali zaskoczyć Husarię (3:2) po nieprawdopodobnym golu Michała Kusiaka. Na walkę o więcej zabrakło sił.

Autor: Mateusz Filipek

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *