Reklama

BLF: Paweł Piątkowski: – Sezon uważam za bardzo udany

Tuż po zakończeniu sezonu 2019/20 w Bocheńskiej Lidze Futsalu o rozgrywkach, organizacji oraz planach na przyszłość porozmawialiśmy z Kierownikiem Ligi, Pawłem Piątkowskim.

– Jak oceniasz zakończony właśnie sezon 2019/20? Czy jako jeden z organizatorów jesteś zadowolony z jego przebiegu?

– Odpowiedź na to pytanie trzeba podzielić na dwie kwestie – organizacyjną i sportową. Jeśli chodzi o tą pierwszą to jak wiadomo odkąd powstało Bocheńskie Stowarzyszenie Futsalu to ono zajmowało się organizacją Bocheńskiej Ligi Futsalu. Tak też miało początkowo być i w tym sezonie. Na przełomie lipca i sierpnia spotkaliśmy się z prezesem Rafałem Czają i umówiliśmy się, że rezygnuje z pracy dla drużyn BSF ABJ Bochnia, ale dalej będę prowadził rozgrywki BLF-u. Niestety, dokładnie 23 sierpnia, po zebraniu Stowarzyszenia dostałem zaskakującą wiadomość, że Bocheńskie Stowarzyszenie Futsalu rezygnuje z prowadzenia Ligi. Zostały dwa miesiące do planowanego rozpoczęcia sezonu 2019/20 i trzeba było działać ekspresowo, bo nawet przez myśl nie przeszło mi, żeby odpuścić temat Ligi w tym sezonie. Po rozmowie z Rafałem Gnutkiem i Marcinem Kalinowskim stwierdziliśmy, że zrobimy to razem. Pomocną dłoń wyciągnął do nas Bocheński Podokręg Piłki Nożnej i jakoś na szybko udało się nam to zorganizować mimo wielu kłopotów. Jeśli chodzi o aspekt sportowy, to sezon uważam za bardzo udany. Rozgrywki były bardzo wyrównane, zwłaszcza w I Lidze. W zasadzie każda kolejka zaskakiwała nas nieoczekiwanymi wynikami. Walka o mistrzostwo i o awans trwała do ostatniej kolejki. Było ciekawie, a ja to bardzo lubię.

– Przed minionym sezonem zmieniony został format Ligi. Wcześniej docelowo miało występować po 10 drużyn w każdej z lig, które grały po 18 meczów, przed rokiem zmniejszono liczbę do 8 zespołów i 14 kolejek. Czym motywowane było zmniejszenie liczby uczestników i czy z perspektywy czasu oceniasz to jako dobrą decyzję?

– Tak, to prawda. Liga przeszła małą reformę. Już pod koniec tamtego sezonu planowaliśmy to zrobić zmieniając w regulaminie ilość drużyn spadających z Ekstraklasy i awansujących do niej. Zmiana organizacyjna spowodowała jednak, że tworząc jakby nowe rozgrywki zmieniliśmy regulamin odgórnie i postanowiliśmy, że stworzymy od razu dwie ligi po osiem drużyn. Akurat tak się fajnie złożyło, że kilka ekip się nie zgłosiło więc przeszliśmy tę zmianę bezboleśnie. A skąd taka decyzja? Wiemy jak ciężko jest w naszym mieście z dostępnością hal, na których moglibyśmy rozgrywać mecze. Z doświadczenia w poprzednich sezonach wiemy, że zawsze w styczniu i lutym jest problem z wolnymi terminami. Liga przez to bardzo się wydłuża. Chcieliśmy to rozegrać tak, żeby rozgrywki na hali jak najmniej kolidowały z sezonem trawiastym, bo wiemy, że gdy zaczyna się okres sparingów przed rundą wiosenną, to wiele drużyn w BLF-ie ma problem z zebraniem pełnych składów do gry. I tak sezon trwał dłużej niż bym sobie tego życzył i konflikt o którym mówię był widoczny zwłaszcza u drużyn z I Ligi, które swoje mecze rozgrywają we wcześniejszych godzinach, ale zdążyliśmy zakończyć grę przed startem sezonu ligowego. Pomysł w tym roku był o tyle bardziej udany, że wiemy jak w tym momencie wygląda sytuacja w kraju i na świecie i przy większej ilości drużyn mielibyśmy teraz twardy orzech do zgryzienia.

– Wspomniałeś o problemie dostępności hal. Dziesięć kolejek zostało rozegranych na Hali Widowiskowo-Sportowej, pozostałe cztery na hali w I LO, gdzie standard jest dużo niższy. Co stoi na przeszkodzie, by liga grała zawsze na Hali Widowiskowo-Sportowej, jak zdarzało się kilka lat temu?

– Temat jest wałkowany co sezon i co sezon muszę to tłumaczyć. Tak jak powiedziałem wcześniej, chcemy sezon rozegrać jak najmniej kolidując z ligami trawiastymi. Moglibyśmy grać tylko na HWS i kończyć sezon w połowie kwietnia tak jak to bywało kiedyś. Ale jaki sens mają mecze drużyn, w których na boisku występuje po 4-5 zawodników?

– Jako zawodnik, a potem również jako organizator związany jesteś z Ligą od wielu lat. Jak oceniasz jej poziom sportowy? Czy uzasadnione jest stwierdzenie, że poziom sportowy podnosi się z roku na rok, czy też jest to jednak życzeniowe patrzenie na sprawę?

– Na pewno obecny poziom ligi jest dużo wyższy niż w czasach kiedy ja występowałem w tej lidze. Wtedy były to rozgrywki typowo amatorskie, w których nie mogli występować zawodnicy zrzeszeni w klubach z lig wyższych niż A klasa, o ile dobrze pamiętam. Później liga została otwarta dla wszystkich i teraz poziom, zwłaszcza w Ekstraklasie, jest naprawdę wysoki. Patrząc na poziom niektórych drużyn, jakie w ramach rozgrywek I PLF mierzą się w Bochni z BSF-em, nie raz zastanawiałem się czy dałyby one radę utrzymać się w Ekstraklasie BLF-u.

– W ostatnich sezonach rywalizacja o mistrzostwo została zdominowana przez zespoły Transbet i Stalprodukt. Spodziewałeś się, że to Transbet będzie tym razem górą?

– Nie. Przyznam szczerze, że od początku, tak samo zresztą jak i rok temu, stawiałem na Stalprodukt. I wszystko zmierzało w tym kierunku. Po remisie Transbetu z Lemonem i późniejszej porażce z Igloo wydawało się, że mówiąc kolokwialnie jest już pozamiatane, jednak wszystko rozstrzygnęło się w bezpośrednim pojedynku. Myślę, że duży wpływ na takie rozstrzygnięcie miał brak Krystiana Jaszczyńskiego między słupkami Stalproduktu w tych dwóch spotkaniach, w których doznali porażek. Transbet brak Jakuba Smolenia odczuł tylko w meczu z Igloo.

– Która drużyna zanotowała największy postęp względem poprzednich sezonów?

– Na pewno najlepszy wynik w historii zanotował Bosman ale też skład osobowy drużyny mocno się zmienił więc ciężko tu mówić o postępie. Z drużyn ekstraklasowych to chyba jedyny zespół, który poprawił swoje notowania. W I Lidze na pewno z dużo lepszej strony pokazali się Parkersi. Ich dobra postawa była spowodowana wymianą pokoleniową w zespole. Wzmocnił się też św. Paweł, który wygrał I ligę i z meczu na mecz prezentował się coraz lepiej choć początek miał niezbyt ciekawy.

– Kto dla odmiany rozczarował najbardziej?

– Tu chyba nikt nie ma żadnych wątpliwości, że był to Lemon. Drużyna, która przed sezonem była w gronie faworytów nawet do zwycięstwa w lidze tak na prawdę walczyła o utrzymanie. Widać zaangażowanie Dawida Kociołka w pracę w Bocheńskim Stowarzyszeniu Futsalu spowodowało, że zupełnie nie miał czasu doglądać swojego teamu w BLF i drużyna zaliczyła bardzo kiepski sezon.

– Organizowanie Bocheńskiej Ligi Futsalu – jak duży to wysiłek?

– Może nie wysiłek ale na pewno ogromny pochłaniacz czasu. Po pierwsze trzeba od razu wziąć pod uwagę, że co weekend przez 14 tygodni niedzielne (czasem sobotnie) popołudnie spędzasz na hali. Ale to nie wszystko bo przecież jest jeszcze cała otoczka ligi: strona internetowa, Facebook. W tym roku zmieniliśmy trochę sposób prowadzenia ligi. Postanowiliśmy wciągnąć kibiców, sympatyków i samych zawodników do życia tą ligą na co dzień. Stworzyliśmy fanpage’a ligi na Facebooku, w którym staramy się wchodzić w interakcje z jej sympatykami. Organizujemy konkursy na najładniejsze bramki kolejki, miesiąca, sezonu, ogłaszamy piątki kolejki, prowadzimy zabawę w typera. Jest tego trochę ale na szczęście jest nas troje do pracy a i Ty [autor wywiadu] czasem nam pomagasz więc te obowiązki się rozkładają. Oprócz tego co widać, jest też to czego nie widać, a więc wszystkie sprawy, nazwijmy to, „urzędowe”. Po pierwsze trzeba załatwić halę. Dopiero jak zarezerwujemy terminy na hali możemy zacząć działać. Trzeba obliczyć koszty, stworzyć budżet, zorganizować zgłoszenia do ligi, rozlosować terminarz, załatwić sędziów, osoby do nagrywania meczów, wprowadzić wszystkie dane na stronę, odbierać dziesiątki telefonów z pytaniami. Organizacja sezonu rozpoczyna się tak na prawdę już pod koniec sierpnia. Potem, jak sezon już ruszy, to z każdą kolejką jest ta sama ilość zadań: zapowiedź, relacja, zdjęcia, nagrania meczów, skróty z bramkami, sprawdzenie kartek, piątki kolejki itp. itd. Naprawdę jest to masa roboty i każdy z nas poświęca temu mnóstwo czasu.

– Na koniec, jaka przyszłość czeka według Ciebie Bocheńską Ligę Futsalu?

– Świetlana [śmiech]. Nie chce niczego obiecywać, bo obecna sytuacja w Polsce i poza jej granicami jest niepewna i nie wiadomo, jak to wszystko się dalej potoczy, ale mamy w głowie kilka pomysłów. Na pewno następny sezon się odbędzie i nie będzie gorszy od minionego. Być może rozszerzymy naszą działalność i spotkamy się już w lecie. Czas pokaże, jak będzie. Przed nami jeszcze przecież zakończenie sezonu 19/20. Zawodników i fanów zachęcamy do śledzenia uważnie naszej strony oraz strony na Facebooku, żeby nikogo nic nie ominęło.