Liga okręgowa. Czarni zaskoczyli Orła (zdjęcia)

382 0

Do sporej niespodzianki doszło w meczu 17. kolejki ligi okręgowej. Liderujący Orzeł Dębno przegrał w Kobylu z Czarnymi 4-3. Bohaterem spotkania był Wiktor Piekarz, który dla zespołu beniaminka zdobył aż cztery gole.  

Czarni Kobyle  – Orzeł Dębno 4-3 (2-1)
Bramki: Wiktor Piekarz 19′, 30′, 81′, 87′ – Jakub Stypka 2′, 55′, Artur Hebda 86′.

Tytuł sugeruje, że Czarni zaskoczyli liderującego Orła. Jednak obserwujący ligę okręgową pamiętają, że o punkty z zespołem Marcina Motaka w Kobylu jest bardzo trudno. Przed meczem z Orłem, Czarni na swoim stadionie zdobyli 17 z 21 zdobytych punktów.

Mecz rozpoczął się jednak od szybko zdobytej bramki przez gości. Zaskoczona obrona oraz bramkarz Czarnych prostopadłym zagraniem (nieudana pułapka ofsajdowa) nie zdołała przeszkodzić Jakubowi Stypce w wyprowadzeniu swojego zespołu na prowadzenie. Wydawało się, że ledwo rozpoczęty mecz już został rozstrzygnięty. Przez pierwszy kwadrans Orzeł bezwzględnie dominował na boisku. W 19 minucie obronę lidera zaskoczył Antoni Kalinowski, który prostopadłym zagraniem wyprowadził Wiktora Piekarza do sytuacji sam na sam z młodziutkim bramkarzem gości – Maksymilianem Sikorą (zastąpił w bramce wykluczonego poprzedniej kolejce za czerwoną kartkę w Szymona Powroźnika). Wyrównanie zmieniło obraz gry. Ta stała się bardziej wyrównana. Jednak kolejny cios zadali ponownie gospodarze. Tym razem po szybkim ataku, Miłosz Mochel podał do Piekarza, ten sprytnym strzałem w kierunku dalszego słupka wyprowadził miejscowych na prowadzenie.

Po zmianie stron Obra zgry się nie zmienił. Goście dążyli do wyrównania, Czarni bronili prowadzenia i wyprowadzali kontrataki. Trwała zacięta walka o środek boiska. Po niespełna godzinie gry ponownie Stypka skierował piłkę do bramki gospodarzy. Precyzyjnym strzałem po ziemi z linii 16 metrów zaskoczył zasłoniętego Konrada Osyszkę.

Na tym emocje się nie skończyły. W 81′ ponownie Mochel uruchomił Piekarza. Ten tym razem za bardzo wyrzucił się poza światło bramki jednak uderzył mocno i wykorzystując błąd w ustawieniu młodego golkipera wpakował piłkę przy bliższym słupku do bramki przyjezdnych. Po pięciu minutach ponownie był remis. Tym razem zdeterminowani zawodnicy Orła, po stałym fragmencie gry, nie pozwolili zawodnikom z Kobyla wybić piłkę z własnego pola karnego. Ta spadła pod nogi Artura Hebdy, który sytuacyjnym uderzeniem wyrównał straty. Zaledwie minutę później decydujący cios zadał – po raz czwarty – Piekarz. ponownie wpadł w pole karne i ponownie z trudnej pozycji oddał strzał który powinien był paść łupem Sikory. Niestety dla niego, piłka ponownie znalazła drogę do bramki wpadając tuż przy bliższym słupku.

Mecz w Kobylu przyniósł wiele emocji, wiele sytuacji bramkowych, goli ,zwrotów akcji. Nie byłoby ich gdyby nie słabsza dyspozycja bramkarzy obu zespołów. Ktoś kiedyś powiedział mądrze, że idealne mecze, w których nikt nie popełnia błędów, kończą się remisami 0-0. Dla dobra piłki, bez względu na poziom rozgrywkowy, liczą się bramki i emocje, a tych w Kobylu w niedzielne wczesne popołudnie było co nie miara.

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *