Reklama

Piłka ręczna. Zwycięstwo wywalczone charakterem

Od zwycięstwa 27-21 zaczął ostatnią, trzecią rundę w rozgrywkach II ligi szczypiornistów zespół MOSiR Bochnia. Podopieczni Ryszarda Tabora choć mieli wiele problemów z akademikami z Kielc ostatecznie zwyciężyli dzięki determinacji i woli zwycięstwa do ostatniej sekundy spotkania.

MOSiR Bochnia – AZS Politechnika Świętokrzyska 27-21 (10-11)
MOSiR: Patryk Rolewicz, Michał Puchalski – Maciej Grech 10, Michał Dobrzański 7, Bartosz Szpisak 3,Szkolnik Marcin 2, Bartosz Batko 1, Hubert Pamuła 1, Filip Kołacz 1, Marcin Jakubowski 1, Konrad Trojan, Mateusz Błoniarczyk.
AZS: Krzysztof Kość, Jakub Kuczkowski – Filip Grdeń 6, Karol Lasocki 6, Łukasz Telka 3, Patryk Mazur 2, Patryk Kurek 2, Jakub Pajączkowski 1, Jakub Jamioł 1, Hubert Wołowiec, Kacper Nawara, Dominik Klimek, Mikołaj Marszałek.
Kary: 14′-14′
karne: 9/10 i 6/7

Dawno nie oglądaliśmy tak dramatycznego meczu na Hali Widowiskowo – Sportowej w Bochni. Ani on nie był dobry, ani też sześciobramkowa przewaga na koniec pojedynku nie świadczy o tym, że zwycięstwo podopiecznych Ryszarda Tabora było pewne i wynikało z przewagi umiejętności.

Do przerwy MOSiR przegrywał 10-11. Choć miał zrywy, przebłyski dobrej gry, to jednak były one krótkimi przerywnikami w chaotycznej, mało przekonującej grze. Bochnianie nie radzili sobie z konstruowaniem akcji. Piłka zbyt wolno rozgrywana była pomiędzy poszczególnymi zawodnikami – bardzo widoczny był brak kontuzjowanego Iwo Stopczyńskiego, który potrafił przyspieszyć grę MOSiR. Na tle bochnian AZS prezentował się przyzwoicie. Prezentował się solidnie w defensywie radząc sobie na ogół z przewidywalnymi atakami gospodarzy. Na szczęście MOSiR w bramce miał Patryka Rolewicza, który po raz kolejny był jasną postacią bocheńskiego zespołu. Dzięki niemu do przerwy bochnianie przegrywali tylko jedną bramką. Trzeba też docenić skuteczność Macieja Grecha, który w pierwszej połowie meczu rzucił aż 7 bramek (z wszystkich 10!).

Po zmianie stron MOSiR zaprezentował się lepiej. Podopieczni Ryszarda Tabora nie dokonali wielkiej jakościowej zmiany gry w stosunku do pierwszych 30 minut, jednak nie mając wielu dodatkowych typowo piłkarskich argumentów, zaprezentowali wielką wolę walki, determinację. Dodatkowo formę z pierwszej połowy utrzymali bocheńscy bramkarze, co w sumie przyniosło upragnione zwycięstwo. Początek drugiej odsłony należał do gości, którzy odskoczyli na trzy bramki. W odpowiedzi bochnianie wykorzystali grę w przewadze i dzięki trzem dobrze egzekwowanym rzutom karnym doprowadzili do wyrównania. Później trwała zaciekła rywalizacja o przejęcie przewagi, która około 50 minuty przechyliła się na stronę miejscowych. W starciach pomiędzy zawodnikami nie brakło męskich starć, zawodnicy co rusz sprawdzali jakość koszulek rywala, nie brakło również złośliwości. W ostatnich 10 minutach rosła przewaga bramkowa gospodarzy, ale na parkiecie trwała zacięta walka tak, jakby losy meczu były ciągle nierozstrzygnięte. Dość przypomnieć końcówkę meczu, w której szczypiorniści MOSiR wygrywając już kilkoma bramkami, rzucili kolejny raz do siatki rywali, po czym cieszyli krzycząc „mamy to”. W ostatnich minutach gospodarze mimo, że grali w osłabieniu zdołali dobić rywala ustalając wynik na 27-21.