BSF ABJ Bochnia pokonał Śląsk Wrocław w spotkaniu rozgrywanym w ramach 6. kolejki. Podopieczni Romana Vakhuli bardzo szybko otworzyli wynik i nie oddali go już do końcowego gwizdka, choć po drodze wydarzyło się naprawdę wiele.
BSF ABJ Bochnia 4-2 (2-1) JAXAN Śląsk Wrocław
Minor Cabalceta 1′, 10′, 36′, Mateusz Prokop 27′ – Luiz Claudio 17′, Dominik Ostrák 32′
Dla bochnian ten mecz jawił się jako spore wyzwanie, bo przyszło im zmierzyć się z niepokonaną drużyną, która zbierała bardzo pozytywne opinie, ale zdali ten test bardzo dobrze. Rozpoczęło się idealnie dla nich, bo już w po dwudziestu czterech sekundach dogranie z prawej strony od Mikhaela Almeidy wykorzystał Minor Cabalceta. Gospodarze nie odpuszczali i zdołali podwyższyć na 2-0 po odbiorze pod bramką Śląska. Goście zdołali odpowiedzieć po składnym ataku i strzale z dystansu, ale kolejnych okazji nie wykorzystali, choć bardzo blisko po atomowym strzale był Claudio, świetną okazję miał też Lion Ribeiro. To szybko się zemściło na przyjezdnych, bo broniący się przez większość czasu BSF znów odskoczył na dwa trafienia po naprawdę kuriozalnych błędach gości. To nie był koniec emocji, ale na kolejne kontaktowe trafienie również udało się odpowiedzieć, dzięki czemu drużyna Romana Vakhuli odniosła wyjątkowo cenne zwycięstwo.
Oto najważniejsze wnioski po tym spotkaniu:
Twierdza Bochnia.
BSF bardzo dobrze radzi sobie na swoim terenie. Atmosfera w hali niesie zawodników, co pomogło im w odniesieniu trzeciego domowego zwycięstwa. Wyglądali bardzo dobrze zarówno w działaniach zespołowych, jak i indywidualnych. Wygrywali pojedynki, byli agresywni, ale nie popełniali wielu niepotrzebnych fauli, dobrze wyglądali pod względem kondycyjnym. Nie dali zepchnąć się do rozpaczliwej obrony, utrzymali skromne prowadzenie. To Śląsk lepiej operował piłką, posiadał przewagę, oddał wiele strzałów, ale popełnił też fatalne błędy, których gospodarze uniknęli.
Serwis dla Cabalcety.
Hat-trick to zawsze znaczące osiągnięcie, ale tym razem trzeba zwrócić uwagę, że Kostarykanin wielokrotnie został świetnie obsłużony przez kolegów. Pierwsza bramka padła po mocnym podaniu w pole karne, przy drugiej kluczowy był zespołowy pressing, później pozostało jedynie zachować zimną krew. Przy trzeciej dobrym podaniem obsłużył go wracający do bardzo dobrej formy Piotr Matras, choć trzeba było jeszcze pokonać bramkarza pomimo presji rywala. BSF stworzył sobie mało okazji do strzałów, ale istotne, że nie zabrakło naprawdę klarownych.
Solidna defensywa.
Dziś bochnianie bardzo dobrze spisali się w obronie, co pomogło przetrwać im napór dążących do wyrównania gości. Niezły występ zanotował bramkarz Rafał Aksamit, który dziś zastąpił grającego ostatnio Rainersa Mūrnieksa, ale mógł liczyć na wsparcie kolegów. Śląsk oddał wiele strzałów, jednak nie były to w większości klarowne okazje. BSF przetrwał trudne momenty.
MF
