W ramach wstępu do podsumowania sezonu 2015/16: Nie-byle(c)-jaka historia, czyli opowieść o siatkarskim kibicowaniu

395 0

Polska siatkarską krainą?

Siatkarskich kibiców w Polsce nie brakuje. Dobitnie pokazały to Mistrzostwa Świata zorganizowane w Kraju nad Wisłą w 2014 roku, cały czas pokazują to wielkie rzesze sympatyków piłki siatkowej zmierzające na spotkania polskiej Plus Ligi czy jakichkolwiek spotkań polskiej Reprezentacji. Zresztą nie trzeba daleko szukać informacji na ten temat. W marcu ruszyła bowiem sprzedaż biletów na Memoriał Huberta Jerzego Wagnera, który rozegrany zostanie w krakowskiej Tauron Arenie w maju i jak tylko „otwarto” możliwość kupna biletów, z powodu „nagłego przeciążenia serwera” momentalnie zawiesił się serwis. Ale na sporą dawkę emocji nie trzeba będzie czekać do maja, bo już jutro (16-17. kwietnia) w Krakowie także sporo się będzie działo. To właśnie w stolicy Małopolski zostanie rozegrany turniej finałowy siatkarskiej Ligi Mistrzów – tak wyczekiwane Final Four. Czy bocheńscy sympatycy siatkówki mają już wejściówki na któreś ze wspomnianych wydarzeń?

IMG_6282 Siatkówka ma ogromną rzeczę fanów. – Tak Polacy kibicowali w czasie rozgrywanych w 2014 roku siatkarskich Mistrzostw Świata. Być może wśród tych kibiców byli nawet bochnianie. Fot. Joanna Dobranowska

– Kibiców piłki odbijanej na pewno w Solnym Grodzie nie brakuje, ale czy tak tłumnie zjawiali się oni w hali widowiskowo-sportowej, kiedy Contimax wyczyniał cuda na lokalnym parkiecie? No niestety, prawda bywa brutalna, prawda czasem w oczy kole i trzeba uczciwe przyznać, że kibiców bocheńskich na siatkarskich spotkaniach zbyt wielu nie było…

Bocheńskie niedobory

Bochnia to bez wątpienia miasto, w którym sport ma się całkiem nieźle, ale ta sportowa miłość mieszkańców Solnego Grodu to przede wszystkim miłość do piłki ręcznej. Na spotkaniach szczypiornistów MOSiR-u faktycznie jest wyjątkowa atmosfera i co najważniejsze jest spora grupa kibiców na trybunach (jak podają pomeczowe protokoły – z reguły na trybunach zasiada około 200 osób). Dlaczego tak się więc nie działo w czasie spotkań siatkarskich? Dlaczego taka grupa kibiców nie wspierała drużyny? – Przecież tak dobrze grającej ekipy już dawno w Bochni nie mieliśmy. Lepszego miejsca niż druga pozycja ugrana przez bochnian na koniec rundy zasadniczej sezonu 2015/2016, nie było w historii MOSiR-u. O co więc w tym wszystkim chodzi?

– Nie jest to nowa sytuacja, bo tak naprawdę z niedoborem fanów na meczach siatkarzy zmagamy się już od jakiegoś czasu. Czy brak rodowitych bochnian w składzie jest argumentem, dla którego kibice nie chcą zasiadać na trybunach? – Tak właśnie twierdzą co poniektórzy, ale wystarczy popatrzeć na kluby chociażby z wyższych lig (nie tylko lig siatkarskich) i popatrzeć skąd są tamtejsi gracze. Niejednokrotnie wychowanków w składzie po prostu brak. Zresztą nie ma co analizować takiego argumentu, bo tak ambitnie grających chłopaków jakich w sezonie 2015/16 mieliśmy w składzie Contimaxu nie powstydziłby się żaden zespół. I ten zespół potrafił pokazać jak się wychodzi nawet z beznadziejnej sytuacji. – Siatkówka to jest gra błędów i każdy może jakiś błąd popełnić – mówił Szymon Ściślak po jednym ze spotkań półfinałowych. – Najważniejsze, żeby te błędy naprawiać i my pokazaliśmy, że jesteśmy prawdziwą drużyną. Pokazaliśmy, że kiedy ktoś popełni błąd to musimy sobie pomagać – przyznał atakujący MOSiR-u.

Wielka szkoda, że ten bocheński monolit, jaki stworzył Robert Banaszak nie zdołał pokonać w decydującym meczu ekipy z Niebylca, ale też wielka szkoda, że w tak ważnym momencie, w bocheńskiej hali nie było zbyt wielkiej pomocy ze strony miejscowych kibiców. Doping naprawdę pomaga, ale w zakończonym w marcu sezonie bywało z tym w Bochni ciężko. Były jednak takie spotkania, w czasie których doping w hali w Mieście Soli nie ustawał. Szkoda tylko, że był to doping dla ekipy gości… Bocheńska hala zdominowana przez sympatyków drużyny przyjezdnej? – Właśnie tak to wyglądało w czasie spotkań półfinałowych rozgrywanych z zespołem z Niebylca.

Podkarpacka bajka

Po raz pierwszy pojawili się w bocheńskiej hali 5. marca. Podjechali pod budynek bocheńskiego przybytku sportowego wynajętym autokarem, odziani byli w jednakowe koszulki, w rękach dzierżyli klubowe flagi. Może nieco przygaszeni na wejściu, ale jak tylko zasiedli na trybunach, w momencie pokazali swoją moc. Byli jak uśpiony wulkan, który tylko czeka na to by niespodziewanie wybuchnąć i niczym lawa, swą kibicowską energią zalać trybunę. A ten zalew miał rzeczywiście potężną siłę rażenia – „Jesteśmy zawsze tam gdzie nasz Neobus gra!” – śpiewali wesoło na trybunie hali widowiskowo-sportowej fani z Niebylca. Z takim „żywym podkładem muzycznym” podopiecznym Krzysztofa Frączka na pewno dobrze się grało, a akcje jego podopiecznych tylko to potwierdzały. Jak to się stało, że ekipa, która jeszcze w zeszłym sezonie rozgrywała swoje spotkania na parkietach trzecioligowych, w tak ekspresowym tempie zaskarbiła sobie tak wielką sympatię mieszkańców Niebylca? I gdzie w ogóle jest ten Niebylec?

Contimax MOSiR Bochnia – Neobus Raf-Mar Niebylec 2:3 (25:22, 21:25, 25:21, 22:25, 11:15) Kibice z Niebylca pokazali w bocheńskiej hali co to jest piękny doping. Fot. Joanna Dobranowska

„Nieby-co?” – Niejeden tak właśnie reagował na rywala bocheńskiego Contimaxu. O tym, że Bochnia leży w województwie małopolskim i ma około 30 tysięcy mieszkańców sporo Polaków pewnie słyszało, ale o Niebylcu rzeczywiście mało kto wie. Różne źródła różnie prawią, ale można przyjąć, że liczba mieszkańców zlokalizowanego w województwie podkarpackim Niebylca to około 600 osób. Jak to się więc stało, że taka „kruszynka” od pewnego czasu tak miesza w siatkarskiej polskiej krainie?

Faktycznie od zeszłego sezonu to jest taka trochę bajka, gdyż udawało nam się wygrywać dużo, począwszy już od awansu do drugiej ligi, którego nikt się nie spodziewał – mówił Krzysztof Frączek. – Jak wyglądają sprawy organizacyjne? Znalazła się grupa młodych ludzi, działaczy, którzy mają pomysł na to wszystko, mają wsparcie władz gminy, znaleźli sponsorów, są w to mocno zaangażowani, a nam pozostało tylko robić swoją robotę. Trzeba szczerze powiedzieć, że budowaliśmy skład bardzo późno, bo skończyliśmy rozgrywki w zeszłym roku gdzieś z końcem maja i dopiero wtedy mogliśmy zacząć budowę budżetu i składu. Okazało się jednak, że te wybory – jeżeli chodzi o komponowanie składu – były naprawdę trafne: zawodnicy o bardzo dobrych warunkach fizycznych, bardzo fajnej motoryce. Kwestia była tylko taka żeby zgrać ten zespół. Pracowaliśmy, pracowaliśmy i już te mecze przed sezonem pokazały, że mamy ogromny potencjał. W duchu liczyliśmy, że może nam się uda wejść do czwórki. Przed sezonem było wiadomo, że bardzo mocny jest zespół z Sanoka, mówiło się też jeszcze o Karpatach, a o nas chyba nie bardzo tam wspominano bo byliśmy beniaminkiem. Oczywiście każde kolejne zwycięstwo nakręcało zarówno nas jak i całe środowisko siatkarskie w Niebylcu – opowiadał trener niebylczan.

I rzeczywiście, o tym że fani ekipy Raf-Maru są nakręceni na wspieranie swej drużyny, każdy kto widział ich w akcji, wie doskonale. Czy wysłanie ekipy takich „wspieraczy” nie było jednak kwestią kłopotliwą dla przedstawicieli klubu z Niebylca? – Sponsorzy bardzo przychylnie patrzą na to wszystko, nie jest dla nich problemem wynajęcie autokaru, kupienie kibicom koszulek i tak dalej. Fajnie, że coś w takiej małej miejscowości się dzieje i to pokazuje właśnie, że sport jest takim czynnikiem kulturotwórczym. Na mecze mogą przyjść całe rodziny, kulturalnie dopingować drużynę, bawić się i naprawdę wszyscy mają z tego frajdę – podsumował trener Frączek.

Potęga wyobraźni…

– Czy akcja takiej siatkarskiej bajki mogłaby rozgrywać się w Bochni? – Jest drużyna, jest hala i teoretycznie są kibice – trzy elementy są spełnione, czy czegoś więcej można chcieć? Aby stworzyć dobrze prosperującą siatkarską kulturę potrzebne są oczywiście pieniądze – i z tym nie ma sensu się kryć. Finanse to w dzisiejszych czasach podstawowy element umożliwiający funkcjonowanie w sportowym środowisku.

Jeśli potrzebne są pieniądze to potrzebni są także sponsorzy. Jak ta sprawa rozwiązana została w Niebylcu? – Już sama koszulka gracza Neobusa mówi dużo za siebie. Kto ma jakiekolwiek wątpliwości, zapraszam na stronę tego klubu (http://www.neobus-niebylec.pl/), a tam jak na tacy podani są sponsorzy drużyny. Trzech sponsorów strategicznych i ponad dwudziestu innych. Może i w Bochni udałoby się doprowadzić do takiej sytuacji? – Oczywiście gdybanie i samo pisanie tego typu podpowiedzi czy analiz to jest sprawa banalna, bo tak naprawdę dopiero działania klubu stanowią kluczowy element tej siatkarskiej układanki. Warto jednak o takich rzeczach mówić, bo nigdy nie wiadomo czy za rogiem nie czai się potencjalny sponsor drużyny…

Contimax - Niebylec Ekipa z Niebylca ma na swych koszulkach sporą kolekcję „znaczków” potwierdzających, że grono ich sponsorów jest naprawdę niemałe. Fot. Joanna Dobranowska

Bochnianie bez wątpienia kochają siatkówkę i tym bardziej – patrząc na to jak grała ekipa Contimaxu w zakończonym w marcu sezonie (bardzo dobry poziom), ciężko powiedzieć dlaczego na trybunach były spore niedobory kibiców. Po prostu nie wiadomo jakim impulsem trzeba by było zadziałać by na meczach siatkarzy MOSiR-u lokalni kibice szaleli tak jak fani z Niebylca. A byli to fani, którzy klasę bocheńskiej drużyny bezsprzecznie potrafili docenić, co zresztą uczynili po meczu – najpierw podziękowali swym ulubieńcom, a później to samo uczynili w kierunku podopiecznych Roberta Banaszaka.

Co dalej z kibicowaniem?

Bocheńscy siatkarze sezon drugoligowy zamknęli, ale nadal można wspierać reprezentantów MOSiR-u. W turnieju półfinałowym Akademickich Mistrzostw Polski rozgrywanym w Rzeszowie, najlepszym atakującym wybrano Szymona Ściślaka, a jego AGH wywalczył awans do wielkiego finału. Bocheńscy kibice mogą więc trzymać kciuki za naszego reprezentanta w dalszych rozrywkach akademickich. A czy poza tymi rozgrywkami warto jeszcze udzielić komuś „wsparcia na odległość”?

– Dokładnie za tydzień (22. kwietnia) zespół z Niebylca, z którym Contimax stoczył fantastyczny bój w play offie, rozpoczyna swą wielką batalię o wejście do pierwszej ligi. Turniej półfinałowy rozegrany zostanie w Jaworznie, a spotkają się na nim następujące ekipy: SMS Neobus Raf-Mar Niebylec, TSV Sanok, MCKiS Jaworzno oraz MKS Andrychów. Dwie najlepsze drużyny tego półfinału (w sumie rozegrane zostaną trzy półfinałowe turnieje w trzech miastach) wejdą do finału. W finale spotka się więc sześć drużyn, a spośród nich dwie wywalczą awans do wymarzonej pierwszej ligi.

Naprawdę niewiele zabrakło do tego by to bochnianie szykowali się teraz do tej wielkiej bitwy. Zamiast nich do walki szykują się jednak niebylczanie i to właśnie im należałoby mocno pokibicować w tej najważniejszej dla nich fazie sezonu. Bochnianie zrobili co mogli, ale o ich dokonaniach w tegorocznych rozgrywkach jeszcze będzie dane poczytać siatkarskim fanom. Póki co warto wesprzeć drużynę z Niebylca, bo przecież jak to nie raz można usłyszeć w mediach – sport łączy ludzi, a siatkówka chyba w szczególności może poszczycić się tą cudowną właściwością.

Joanna Dobranowska
Fot. Joanna dobranowska

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *