Wiele emocji dostarczył sobotni mecz bocheńskiej młodzieży w starciu z trzecim zespołem II ligi szczypiornistów – Świtem Szaflary. Zaangażowanie, współpraca, odpowiedzialność, koncentracja i … młodzieńcza fantazja – cechy, które nie zawsze (no dobrze: często) wykluczały się w ocenianiu postawy podopiecznych Łukasza Gicali, tym razem były ich atutem. W efekcie byliśmy świadkami miłej niespodzianki i jak najbardziej zasłużonego triumfu MOSiR 42-38.
MOSiR Bochnia – Świt Szaflary 42-38 (15-15)
MOSiR: Marek Gondek, Jakub Pieprzyca, Filip Sionko – Bartosz Kołodziej 13, Bartłomiej Jonak 6, Jakub Dyga 5, Oskar Pabian 4, Bartosz Kokoszka 4, Paweł Nosal 3, Karol Cichoń 3, Dominik Norek 2, Aleksander Paluch 1, Olaf Budyś 1, Adam Sitko, Kacper Czarnota, Kacper Pączek.
Świt: Damian Pieroński, Bartłomiej Długosz – Andrzej Gałdyn 8, Kamil Dziedzina 7, Michał Skwara 6, Wojciech Hajnos 5, Łukasz Maraszkiewicz 5, Adrian Najuch 4, Michał Szczerba 3, Jakub Burkacki, Karol Tęcza, Józef Pawlikowski.
Pierwsza część sobotniego meczu nie zapowiadała pewnego zwycięstwa gospodarzy. Mimo, że to miejscowi otworzyli wynik, szczypiorniści z Szaflar szybko wyszli na prowadzenie, które osiągnęło różnicę aż 4,5 bramek. Andrzej Gałdyn, Kamil Dziedzina i Łukasz Araszkiewicz byli w tej części gry nie do zatrzymania dla gospodarzy. Na 4 minuty przed zakończeniem pierwszej połowy, Świt, z byłym zawodnikiem MOSiR: Adrianem Najuchem w składzie – prowadził 4 punktami. Dopiero w samej końcówce tej części gry inicjatywę przejęli gospodarze, którzy w chwili upłynięcia 30 minut gry mogli cieszyć się z doprowadzenia do remisu.
Po zmianie stron obserwowaliśmy wymianę ciosów, która toczyła się w dobrym, wymagającym tempie. Lepiej wytrzymali je bochnianie. Po 10 minutach drugiej części gry przewagę zaczęli bowiem zyskiwać zawodnicy Łukasza Gicali. Nie tylko coraz skuteczniej rozrywali szyki obronne Świtu, ale też skutecznie i agresywnie bronili dostępu do swojej bramki. A gdy trzeba było, na posterunku stał Marek Gondek, bramkarz MOSiR Bochnia. W efekcie goście na niespełna 10 minut przed końcem meczu tracili do gospodarzy nawet 5,6 bramek. Kapitalne zawody rozgrywał Bartosz Kołodziej, który rozgrywał, korzystał z podań, ale też indywidualnymi i nieszablonowymi akcjami demolował defensywne próby rywala.
Mimo, że drużyna z Szaflar próbowała gonić wynik, nie była w stanie zmienić trendu tego spotkania. MOSiR był w sobotni wieczór trudnym, skoncentrowanym rywalem. Bochnianie zagrali agresywnie, współpracowali ze sobą i pokazali charakter w starciach bezpośrednich z silniejszymi fizycznie przeciwnikami.
MOSiR wygrał 42-38 sprawiając niemałą niespodziankę i radość licznie przybyłym kibicom. Szkoda, że przegrywając przed tygodniem w Mysłowicach stracił szansę na awans w ligowej tabeli. Zadanie, które pozostało do wykonania – obrona 7. miejsca wydaje się być coraz bliższe realizacji.




































