Keeza Klasa okręgowa. Rafał Hebda (Pagen Gnojnik): Najważniejsza jest zgrana drużyna i dobra atmosfera

170 0

Pagen Gnojnik w świetnym stylu wygrał rozgrywki bocheńsko-brzeskiej „okręgówki”, choć przecież do sezonu 2025/26 przystępował jako beniaminek. O ostatnich sukcesach porozmawialiśmy z trenerem świeżo upieczonego V-ligowca, Rafałem Hebdą.

– Awans beniaminka to zawsze duże wydarzenie. Wprawdzie od samego początku wielu widziało w waszej drużynie „czarnego konia” rozgrywek, ale chyba mało kto spodziewał się zwycięstwa. W którym momencie zdaliście sobie sprawę, że ten cel jest naprawdę możliwy do zrealizowania?

R.H.: – Pierwszy raz uwierzyliśmy, że możemy zostać mistrzami dopiero wtedy, gdy wyprzedziliśmy Orła Dębno. Była to 23. kolejka i właśnie wtedy poczuliśmy, że wszystko jest w naszych rękach Wcześniej mieliśmy bardzo wymagający okres – w ciągu 12 dni rozegraliśmy aż 4 mecze. To był moment, który mógł wiele zweryfikować. Udało nam się jednak wygrać wszystkie te spotkania
i właśnie wtedy zaczęliśmy myśleć, że ten cel jest naprawdę osiągalny. 
Szczerze mówiąc, wcześniej chyba nikomu nie przyszło do głowy, że jako beniaminek możemy wygrać całą ligę. Oczywiście chcieliśmy być wysoko, chcieliśmy zasłużyć na szacunek, ale o mistrzostwie nikt głośno nie mówił. Mogę natomiast zdradzić jeden szczegół z naszej szatni. Mamy zawodnika, Tomka Grzyba, który praktycznie od początku sezonu przed każdym meczem, tuż przed wyjściem na boisko, krzyczał: „5 liga! 5 liga! PAGEN!”. Przez długi czas wszyscy podchodziliśmy do tego z uśmiechem i traktowaliśmy to bardziej jako żart niż realny cel. Dzisiaj można powiedzieć, że Tomek przewidział ten scenariusz dużo wcześniej niż cała reszta.

– Przez cały sezon daliście się pokonać zaledwie 2 razy, natomiast jesienią sporo waszych spotkań zakończyło się remisami, przez co na półmetku mieliście pewną stratę do ówczesnego lidera z Dębna. To przypadek, efekt podejścia rywali czy sami też wychodziliście z założenia, że jak nie da się wygrać, to warto dopisać jeden punkt?

– Rzeczywiście tych remisów jesienią było sporo i momentami mogliśmy czuć niedosyt, bo w kilku meczach byliśmy blisko pełnej puli. Z drugiej strony patrząc na tabelę po rundzie, byliśmy trochę zaskoczeni, że mimo siedmiu podziałów punktów nadal zajmowaliśmy drugie miejsce. Patrząc
z perspektywy czasu, uważam jednak, że te remisy miały duży wpływ na mentalność zespołu. Nie chcieliśmy poznawać smaku porażki i za wszelką cenę walczyliśmy o to, żeby schodzić z boiska niepokonani. Myślę, że właśnie ten charakter był jednym z fundamentów naszego późniejszego sukcesu.

– Które mecze z tego sezonu można uznać za najlepsze w wykonaniu zespołu i dlaczego?

–  Ciężko wskazać jeden konkretny mecz, bo takich dobrych spotkań było naprawdę sporo. Myślę,
że siłą naszej drużyny nie był jeden wybitny występ, ale to, jak funkcjonowaliśmy jako zespół przez dłuższy okres czasu. 
Gdybym miał wyróżnić coś szczególnego, to bardziej całą rundę wiosenną niż pojedynczy mecz. W tym okresie prezentowaliśmy bardzo dobrą i równą formę. Strzelaliśmy dużo bramek, traciliśmy ich niewiele, dobrze wyglądaliśmy pod względem fizycznym, a przede wszystkim było widać, że drużyna czerpie radość z gry.

– Kończycie rozgrywki mając zarówno wyraźnie najwięcej zdobytych bramek, jak i najmniej straconych. Co w największym stopniu przyczyniło się do tak doskonałych rezultatów? Jakie były największe atuty waszej drużyny?

– Myślę, że kluczowe było stworzenie zespołu, który po prostu dobrze czuł się ze sobą zarówno na boisku, jak i poza nim – szczególnie poza nim. Dużą rolę odegrała nasza defensywa. Mieliśmy blok obronny złożony z doświadczonych zawodników, którzy bardzo dobrze ze sobą współpracowali
i potrafili zachować spokój nawet w trudniejszych momentach. A jeśli zdarzały się błędy, to na końcu zawsze mogliśmy liczyć na Rafała Lisa, który wielokrotnie ratował zespół ważnymi interwencjami. 
Podobnie wyglądało to w ofensywie. Cieszy mnie fakt, że bramki zdobywało wielu zawodników, bo pokazuje to, że nie byliśmy uzależnieni od jednego piłkarza. Mieliśmy wiele argumentów w ataku i potrafiliśmy stwarzać zagrożenie z różnych sektorów boiska. Oczywiście
nie sposób nie wspomnieć o Damianie Cebuli. Tytuł króla strzelców mówi sam za siebie. Było wiele momentów, kiedy drużyna potrzebowała impulsu albo przełamania i wtedy Damian brał odpowiedzialność na swoje barki. Tacy zawodnicy są niezwykle ważni dla każdego zespołu,
ale równie ważne jest to, że za jego bramkami stała praca całej drużyny. 
Myślę, że właśnie połączenie doświadczonej defensywy, skutecznej ofensywy, świetnej atmosfery sprawiło, że zakończyliśmy sezon z najlepszym bilansem bramkowym w lidze.

– Jak ocenia Pan ten sezon „okręgówki”? Czym w największym stopniu charakteryzują się te rozgrywki? Co jest potrzebne, by je zdominować?

– Nie ukrywam, że przed startem sezonu naszym celem było miejsce w środku tabeli. Jako beniaminek podchodziliśmy do tych rozgrywek z pokorą i chcieliśmy przede wszystkim pokazać,
że zasługujemy na grę w tej lidze. O walce o mistrzostwo nikt wtedy nie myślał. Jeśli chodzi o samą ligę, to mam trochę mieszane odczucia. Były mecze i zespoły, które pokazywały naprawdę wysoki poziom i sprawiały, że trzeba było wspiąć się na maksimum swoich możliwości. Z drugiej strony zdarzały się też spotkania, które wyglądały słabiej niż można było się spodziewać po lidze okręgowej. To chyba najlepiej pokazuje, jak różnorodne są te rozgrywki. 
Co jest potrzebne, żeby taką ligę wygrać? Oczywiście jakość piłkarska ma znaczenie, ale moim zdaniem najważniejsza jest zgrana drużyna i dobra atmosfera. W naszym przypadku to był absolutny fundament.

Czy można wskazać jakieś ogólne tendencje, które zyskały na znaczeniu w minionej edycji rozgrywek?

– Nie zauważyłem jednej konkretnej tendencji, która w jakiś sposób zdominowała ligę. Mam jednak wrażenie, że zespoły, które chcą grać w piłkę wyglądają lepiej. Widać było, że drużyny starające się utrzymywać przy piłce, budować akcje od własnej bramki i świadomie operować piłką często prezentowały się lepiej na przestrzeni całego sezonu. Kiedy zawodnicy nie boją się grać i brać odpowiedzialności za piłkę, łatwiej jest kontrolować przebieg meczu. Zawsze powtarzałem chłopakom, że „gra piłką” zawsze się obroni.

– Gra w V lidze to już spore wyzwanie, zarówno sportowe, jak i organizacyjne. Czy czujecie się na nie gotowi? Czy ustaliliście już cele na najbliższe miesiące? Czego będziecie od siebie wymagać?

– Nie ukrywam, że nawet przed ostatnim meczem nie byliśmy do końca pewni, czy zdecydujemy się na grę w V lidze. Bardzo chcieliśmy zdobyć mistrzostwo, natomiast kwestia awansu była tematem, do którego podchodziliśmy z dużą rozwagą. Wszystko zmieniło się po zdobyciu tytułu. W szatni pojawiło się przekonanie, że nie możemy zostawić tego w taki sposób. Zawodnicy jednogłośnie stwierdzili, że skoro wywalczyliśmy ten awans na boisku, to powinniśmy podjąć wyzwanie
i spróbować swoich sił szczebel wyżej. 
Przekazaliśmy naszą decyzję prezesowi, który przyjął ją z dużym entuzjazmem. Od tego momentu rozpoczęły się przygotowania do nowego sezonu. Sportowo chcemy być gotowi i już pracujemy nad tym, aby zbudować drużynę zdolną do rywalizacji w V lidze. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że kwestie organizacyjne są równie ważne. Nie wszystko
da się zrobić w kilka tygodni, ale wiem, że w klubie trwają już działania mające przygotować nas do nowych wymagań i wyzwań. 
Jeśli chodzi o cele, to myślę, że jako beniaminek nie będziemy odkrywać Ameryki. Naszym podstawowym zadaniem będzie utrzymanie się w lidze. Chcemy jednak zrobić to w taki sposób, żeby zapracować na szacunek rywali tak, jak udało nam się to zrobić w lidze okręgowej. Teraz chcemy pokazać, że również w V lidze jesteśmy w stanie być wartościowym zespołem. Oczywiście Tomka Grzyba, po tym jak przez cały sezon zapowiadał V ligę, chyba zaczniemy uważniej słuchać. Chociaż dla bezpieczeństwa dostał już zakaz śpiewania jakichkolwiek przyśpiewek przed meczami.

Rozmawiał Mateusz Filipek 

zdjęcia: Pagen Gnojnik

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *